Chłopak wziął telefon i oddalił się, aby porozmawiać. Uważnie go obserwowałem, w sumie nawet nie wiem dlaczego. Gdy skończył rozmawiać, ponownie usiadł na swoim miejscu.
- Nie dali ci tego urlopu? - Zapytałem.
- Hm? - jakby zapomniał o czym rozawialiśmy. - Oh, nie, mam urlop, choć nie do końca z własnej woli... - dość niewyraźnie powiedział. - Chciałem załatwić sobie podwózkę do domu, ale przyjaciel jest na spotkaniu i wygląda na to, że jeszcze trochę tu sobie pokoczuję. - zerknął przez szklane drzwi szpitala - Lepiej tu niż tam...
- Wiesz co... - Zacząłem, a on spojrzał na mnie pytająco. -W sumie to ja już wracam do domu, więc mogę cię podrzucić do domu czy tam gdzie chcesz. - Wzruszyłem ramionami.
- Nie. - Powiedział dość szybko. - To znaczy... Nie chce się narzucać. - Zaczął się tłumaczyć. - Pewnie masz swoje jakieś obowiązki, albo coś. - mruknął ciszej pod nosem.
- Jak mówiłem wracam do domu. - Zaśmiałem się cicho. - Tak więc mogę cie podrzucić. Raczej nie sądzę, że chcesz patrzeć na tutejsze dramy. - Zachichotałem wręcz.
- No dobrze, skoro mi proponujesz. - Uniósł lekko kąciki ust.
- Tylko jeśli to nie problem, zawiozę Cię motocyklem. - Jodi na słowo "motocykl" zrobił duże oczy.
- Ccco? - Zapytał nie dowierzając. - Wiesz to chyba nie wyjdzie.
- Spoko, nie ma o czym mówić.- Zaśmiałem się ponownie, naprawdę śmieszyła mnie jego przerażona mina. - Mam drugi kask. Chodź.
Wstałem z siedzenia i zacząłem się kierować w stronę wyjścia. Na zewnątrz było strasznie gorąco, raczej spacer w takim upale jest dla każdego zabójczy. Usłyszałem w końcu za sobą odgłosy stóp. Jodi chociaż, że się bał podążał za mną. Podszedłem do mojej maszyny i wyciągnąłem kolejny kask i mu go podałem.
- Trzymaj. - Powiedziałem.
Złapał za kask i patrzył się na niego jakby serio nie wiedział co z nim zrobić. Ponownie się zaśmiałem ale pokazałem mu jak to się robi.
- Gotowy ?
Jodi?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 września 2019
środa, 4 września 2019
Od Alexa CD Jodissela
Spojrzałem na chłopaka, który przeprosił mnie kolejny raz. To było dla
mnie dość dziwne, ponieważ, ze względu na mój wygląd, to ode mnie
oczekiwano przeprosin, mimo że to nie były sytuacje z mojej winy.
Chłopak oparł się o ścianę i patrzył niepewnie, jakby nie wiedział co
zrobić.
- Co ty tak często przepraszasz? - Zapytałem nagle, tak jakby serio mnie to obchodziło.
- Nie wiem. - Mruknął widocznie zdziwiony moim pytaniem. - Przepraszam. - dodał po chwili, a ja się zaśmiałem pod nosem.
- Nie przepraszaj. - Przewróciłem oczami, patrząc na niego. - Zbyt częste przepraszanie jest słabe. To tak jakbyś mówił, że jesteś winien wszystkiemu i pozwalasz wszystkim cię zdeptać. - westchnąłem, skąd u mnie się biorą takie mądre zdania?
- Tak, wiem, że tak jest. - Zgodził się ze mną. - Ale nic na to nie poradzę.
- Trochę więcej pewności siebie i będzie dobrze. - wzruszyłem ramionami. - Jestem Alex, a ty to ?
- Jodissel - Wyciągnął do mnie dłoń, a ja ją uścisnąłem.
Jodi nie wyglądał najlepiej, więc zaproponowałem mu, żebyśmy usiedli na krześle. Mimo że jesteśmy w szpitalu, to raczej bym nie chciał, żeby ta osoba zemdlała. Mam w swojej głowie trochę rozsądku.
- Co tu robisz? - Zapytałem, rozglądając się po ogromnym holu. - Odwiedzasz kogoś ?
Nagle na korytarzu zrobił się wielki zamęt, ponieważ karetka przywiozła na noszach osobę, która była poważnie poobijana i miasto dużo krwi. Jodi i ja spokojnie obserwowaliśmy sytuacje. Lekarze i pacjentki szybko podbiegły do pacjenta, który ledwo żył i zaczęli krzyczeć, że trzeba jechać od razu na operacje. Gdy wszystko ucichło, spojrzałem na Jodiego czekając na odpowiedź.
- Co ty tak często przepraszasz? - Zapytałem nagle, tak jakby serio mnie to obchodziło.
- Nie wiem. - Mruknął widocznie zdziwiony moim pytaniem. - Przepraszam. - dodał po chwili, a ja się zaśmiałem pod nosem.
- Nie przepraszaj. - Przewróciłem oczami, patrząc na niego. - Zbyt częste przepraszanie jest słabe. To tak jakbyś mówił, że jesteś winien wszystkiemu i pozwalasz wszystkim cię zdeptać. - westchnąłem, skąd u mnie się biorą takie mądre zdania?
- Tak, wiem, że tak jest. - Zgodził się ze mną. - Ale nic na to nie poradzę.
- Trochę więcej pewności siebie i będzie dobrze. - wzruszyłem ramionami. - Jestem Alex, a ty to ?
- Jodissel - Wyciągnął do mnie dłoń, a ja ją uścisnąłem.
Jodi nie wyglądał najlepiej, więc zaproponowałem mu, żebyśmy usiedli na krześle. Mimo że jesteśmy w szpitalu, to raczej bym nie chciał, żeby ta osoba zemdlała. Mam w swojej głowie trochę rozsądku.
- Co tu robisz? - Zapytałem, rozglądając się po ogromnym holu. - Odwiedzasz kogoś ?
Nagle na korytarzu zrobił się wielki zamęt, ponieważ karetka przywiozła na noszach osobę, która była poważnie poobijana i miasto dużo krwi. Jodi i ja spokojnie obserwowaliśmy sytuacje. Lekarze i pacjentki szybko podbiegły do pacjenta, który ledwo żył i zaczęli krzyczeć, że trzeba jechać od razu na operacje. Gdy wszystko ucichło, spojrzałem na Jodiego czekając na odpowiedź.
Jodi?
Etykiety:
Alexander
poniedziałek, 2 września 2019
Od Alexa cd Jodissela
Dzisiaj miałem dość ciężki dzień, moja mama wylądowała w szpitalu, a ja nawet nie wiedziałem dlaczego... Mogę winić o to tylko mojego ojca. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer ojca. Chociaż, że rzadko z nim rozmawiałem to przełamałem się, aby dowiedzieć co jest z mamą...
- Cześć - Powiedziałem do słuchawki, gdy usłyszałem głos ojca przez telefon. - W którym szpitalu leży mama? - Zapytałem. - Co jej zrobiłeś?.... Oj nie tłumacz się... Nara.
Rozłączyłem się i od razu zadzwoniłem do szefa, że dzisiaj nie pojawię się w pracy z powodu osobistych. Ubrałem się szybko, wziąłem kluczyki do motocyklu i wyszedłem z domu. Wyciągnąłem z garażu motocykl i od razu ruszyłem do szpitala. Jadąc do szpitala, mijałem bardzo dużo samochodów, które stały w korku.
- Jak dobrze, że mam motor. - Powiedziałem sam do siebie.
W końcu po około 45 minutach jazdy zjawiłem się na terenie szpitala. Zaparkowałem na wolnym miejscu i zacząłem wbiegać po schodach do drzwi ogromnego budynku. Gdy już wchodziłem do budynku, poczułem pchnięcie i zimną ciecz na sobie.
- Najmocniej przepraszam. - Powiedział jakiś męski głos.
Złapałem równowagę i spojrzałem na swoje ubranie, które było w większości przemoczone jakąś cieczą. Na szczęście była to tylko woda.
- Spoko. - mruknąłem. - Nic mi nie jest. - Gdy chłopak próbował mi pomóc, ale nie wiem w czym.
- Naprawdę nie chciałem, ktoś na mnie wpadł i ... - Zaczął się tłumaczyć, jakby oblał kogoś ważnego. Szybko mu przerwałem.
- Już powiedziałem spoko. - Mruknąłem.
Ominąłem chłopaka i pobiegłem szybko do recepcji, aby zapytać gdzie jest mama. Pielęgniarka, która miała na karku około piędziesiątki wskazała mi drogę. Szybko dobiegłem do maleńkiej sali, w której była tylko moja mama. Nikt przy niej nie był.
- Cześć. - Powiedziała ledwo się uśmiechając.
- Cześć. - Odpowiedziałem.
Usiadłem obok niej na taborecie koło łóżka. Byłem lekko zdenerwowany gdy ją zobaczyłem, miała parę siniaków. Matka zaczęła tłumaczyć jak się tutaj znalazła, a potem wylewała żale że dawno mnie nie widziała.
- Przepraszam ale musimy zrobić badania. - Wtrąciła nagle pielęgniarka, która weszła do sali nie wiadomo kiedy. Kiwnąłem głową.
- Przyjadę jutro. - Pocałowałem ją w czoło i wyszedłem z sali.
Schodziłem po schodach i skierowałem się od razu na główny korytarz, nagle ktoś znowu na mnie wpadł.
- Znowu ty ? - Zapytałem z lekką irytacją, gdy okazało się, że to ta sama osoba na mnie wpadłą wcześniej.
Jodi?
Etykiety:
Alexander
piątek, 9 sierpnia 2019
Od Alexandra cd Diany
W klubie było bardzo dużo ludzi, ledwo się wyrabiałem z kolegą... wszyscy tylko drinki i drinki, a potem biegli do łazienki, żeby nie zwymiotować na podłogę. Na to zachowanie ludzi, przewracałem jedynie oczami.
- Pić to trzeba umieć. - Mówi Dylan, który jakby mi czytał w myślach.
- Dokładnie. - Zgodziłem się z nim, oboje zaczęliśmy się śmiać z tego wszystkiego. - O której przychodzi zmiana dzisiaj? Bo nie pamiętam..
- O drugiej przychodzi Ronnie z Brajanem. - Odpowiedział. - A co już masz dość ? - Zapytał, śmiejąc się.
- Nie ale wiesz też bym chciał się zabawić.- Zaśmiałem się, a on razem ze mną.
Po krótkiej przerwie wróciliśmy do pracy, ludzi jakby nie ubywało, wręcz przeciwnie było ich co raz więcej, w sumie co się dziwić, jest piątek.
W końcu na zegarze wybiła druga, a razem z nią pojawiła się Ronnie z Brajanem. Poszedłem do pomieszczenia gospodarczego, aby zdjąć ubrania "robocze". Przebrałem się i nałożyłem moje czarne spodnie z dziurami na kolanach oraz biała koszulkę z jakimś napisem. Gdy byłem "gotowy", chciałem wyjść ale gdy otwierałem drzwi, poczułem że w kogoś uderzyłem (?).
- Co jest… - Nie skończyłem, kiedy zobaczyłem, siedząca na podłodze dziewczynę. To była ta sama, która parę godzin wcześniej ostrzegałem przed jakimś typem.
- Uderzyłeś mnie. – Syknęła, masując się po plecach.
- To po chuj tu siadasz? Tutaj nie ma wstępu dla gości, wynocha – warknąłem. Nagle zobaczyłem, ze dziewczyna zbierała maryche z podłogi.- Nie mogłaś iść z tym do kibla? – zmarszczyłem brwi – zaraz ktoś tu przyjdzie i cię wywali, i lepiej, żeby nie wezwali pał, bo dziś jest menadżerka.
- Szekaj… - wybełkotała pijacko. – Skręć mi to – poprosiła.
- Co?
- Skręć mi to – wręczyła mi zielsko
Zawahałem się, ale jednak korciło mnie to. Dziewczyna jest pijana, więc i ja bym sobie zapalił.
- Na pewno nie tutaj. - Mruknąłem.
- Niby dlaczego? - Zapytała i wydęła swoje usta, jak małe dziecko.
- Przed chwilą ci powiedziałem. - Mamrotałem. - Jak dasz radę to pójdziemy na zaplacze. - Dodałem.
Dziewczyna od razu się uśmiechnęła i próbowała wstać z zapałem. Gdy się wywróciła, zacząłem się z niej śmiać.
- Co się śmiejeszzzz? - Zapytała, marszcząc brwi. - Mógłbyś mi pomóc!
- Nic z tego. - Zachichotałem. - Ja ci miałem tylko skręcić.
Dziewczyna westchnęła i w końcu udało jej się stanąć na równe nogi, poszliśmy na zaplecze i usiedliśmy na betonowym murku. Skręciłem dziewczynie blanta i wyjąłem zapalniczkę. Przyłożyłem ogień do blanta i się zaciągnąłem.
- Ejjjjjj!! Miałeś mi tylko skręcić. - Jęknęła. - Nie pozwoliłam Ciii palccc - mamroczała
- Coś za coś mała. - Powiedziałem i podałem jej blanta, a ona pokazała mi język. Zacząłem się śmiać. - Alex jestem. - powiedziałem, patrząc się na nią.
- Diana. - Mruknęła jedynie i się zaciągnęła.
Gdy to zrobiła, zabrałem jej blanta i po mimo jej protestów zaciągnąłem się.
Diana?
Etykiety:
Alexander
środa, 7 sierpnia 2019
Alexander Reed
Imię i Nazwisko: Każdy myślał, że urodzi się kolejna słodka dziewczynka, która miała się zwać Kate, jakie było zdziwienie rodziców, gdy na świat przyszedł chłopczyk. Rodzicielka nie wiedziała jak go nazwać, gdy nagle przypomniała sobie swojego ukochanego dziadka i postanowiła nazwać go po nim Alexander, a nazwisko oczywiście po ojcu Reed.
Przezwiska: Dla rodziny, bliskich i znajomych Alex.
Wiek: Chłopak w tym roku skończył 21 lat.
Płeć: To przecież widać, że to mężczyzna z krwi i kości. Ciężko by było go pomylić z kobietą.
Pochodzenie: Urodził się w Seattle, w stanie Waszyngton.
Praca: Pracuje jako barman w jednym z najlepszych klubów w Nowym Jorku. Kiedyś pracował w firmie swojego ojca ale odmówił.
Charakter: Alexander jest przede wszystkim ogromnym optymistą. Zawsze jest uśmiechnięty od ucha do ucha, w najgorszych sytuacjach tylko on widzi to światełko w tunelu. Chociaż, że jest jeszcze młody, to wcale nie znaczy, że głupi. Chłopak jest inteligentny i bardzo sprytny do tego dochodzi ambicja, dzięki której dąży do celu, nawet po trupach, nic mu nie przeszkodzi. Alex jak jego brat jest często zbyt arogancki, zwłaszcza gdy ktoś chce mu przemówić do rozumu, to udaje, że nie słyszy. Bezczelny jak mało kto, nawet w stosunku do kobiet jest bezczelny, za co często by dostał z liścia, ale zawsze wycofuje się w ostatniej chwili. Mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. No właśnie do piekła, więc demonowi to nie zaszkodzi. Alex rzadko czego lub kogo się boi. Jest odważny do tego stopnia, że często robi ekstremalne rzeczy. Jego kolejną cechą jest lojalność, nigdy nie odwrócił się od osoby, która jest mu bliska. Chłopak jest bardzo szczery do tego stopnia, że jego słowa często bolą, ale przecież lepiej mówić prawdę, niż kłamać, nie prawdaż? Ostatnią rzeczą, jaką powinno się o nim wiedzieć to to, że jest niezłym flirciarzem i nigdy nie przegapi szansy na podryw.
Wygląd: Alexander to wysoki chłopak mierzące około stu osiemdziesięciu pięciu centymetrów wzrostu. Od małego rósł jak na drożdżach. Jednak waga nie odpowiada jego wzrostowi, ponieważ waży zalewie siedemdziesiąt pięć kilogramów. Przez szybki metabolizm niestety ciężko jest mu przytyć. Ma czarne włosy, na szczęście nie kręcone, to byłoby dla niego katorga. Gdy nie są ułożone, często opadają mu na oczy. Skórę zawsze ma w kolorze lekkiego brązu, tak jakby zawsze był opalony. Oczy ma koloru czarnego niczym węgiel, są otoczone gęstymi rzęsami. Jego twarz ozdabiają wystające kości policzkowe. Ciało ma wysportowane i umięśnione. Na prawej łopatę ma dużą szramę po wypadku.
Zainteresowania/Hobby: motoryzacja, książki, wyścigi, piłka nożna, gotowanie, muzyka, imprezy, dziewczyny, taniec.
Rodzina:
- ojciec Ralph - Wysoki mężczyzna mierzący około metr osiemdziesiąt, ciemne bujne włosy i zarost na twarzy. Zawsze ma przeszywające spojrzenie. Charakter Ralpha jest trudny. Przede wszystkim jest surowy i dużo wymaga od siebie i od innych. Nie jest zbytnio uczuciowy od tego czasu, gdy zdradziła go żona Analise. Dla Alexandra owszem był surowy i wymagający, ale zawsze mu pomagał. Ma swoją własną firmę, zawsze chciał, żeby Alex z nim pracował jednak chłopak odmówił.
- matka Analise - Niska blond kobieta o niebieskich oczach. W przeciwieństwie do jej męża Ana jest miła i ciepłą osobą, która zawsze wesprze i pocieszy.
- brat Olivier - Mimo że ojciec ich faworyzował i nienawidził Olivier oni jednak, byli prawdziwymi braćmi. Jednej na drugiego zawsze mogło liczyć i nie było między nimi żadnych sporów.
Partner: Nie jest gotowy na związki.
Zakochany/a: Jeszcze go żadna tak mocno nie zaintrygowała, żeby mógł się zakochać.
Orientacja: Jest stuprocentowo heteroseksualny. Nigdy nie nie pociągała go płeć męska, od zawsze miał słabość do kobiet. Jednak nic nie ma do homo.
Inne:
- Jest nałogowym palaczem. Czyściej niż papierosy Alex pali marihuanę, bo czemu by nie?
- Bardzo dobrze umie gotować, z trzech produktów może zrobić prawdziwe cuda.
- Mimo, że na takiego nie wygląda, uwielbia czytać książki i to przeróżne! Czasem je nawet cytuje.
- Dość często bywa na imprezach może dlatego, że jest barmanem.
- Bardzo często nosi swoje ulubione okulary przeciwsłoneczne.
- Zna takie języki jak: francuski, hiszpański i włoski.
- Ojciec traktuje go lepiej niż jego brata Oliviera.
- Często ma problem z prawem.
Historia: Urodził sie w Seattle w stanie Waszyngton. Był szczęśliwym dzieckiem rosnącym w kochanej rodzinie, ale pewnego dnia wszystko się zmieniło. Gdy wyszła na jaw zdrada matki, którym owocem była ciąża, ojciec Ralph stał się całkowicie innym człowiekiem. Zaczął być surowy i wredny dla swojej żony, a także bękarta Olivera, Alexowi też dostało się za nic. Jego ojciec pogłębił się w pracy, zaplanował, że otworzy własną firmę i tak właśnie mały Alexander pojawił się w Nowym Jorku. Ojciec założył firmę i po paru latach zamieszkali w willi. Chłopakowi nie brakowało niczego, miał brata, matkę, tylko ojca wiecznie nie było, a jak był, to nie odzywał się za bardzo do niego. Alex, gdy miał szesnaście lat, zadał się z nieciekawym towarzystwem. Zaczął palić, jarać trawkę i uczęszczać na wyścigach, na których zazwyczaj wygrywał. Gdy uzbierał dość pokaźną kwotę w wieku osiemnastu lat i wyprowadził się do własnego mieszkania.
Pojazd: Jak na razie posiada tylko motocykl Kawasaki Ninja 250R, ale ma w planach zaopatrzyć się w auto.
Pupil: Może kiedyś zaadoptuje jakiegoś psiaka.
Inne zdjęcia: ---
Steruje: 102gabi
Subskrybuj:
Posty (Atom)
