- Proszę, proszę, w końcu udowodniłeś, że praca ma dla ciebie katastrofalne skutki. - Parsknęłam tuż po tym, jak zostałam zauważona przez Marię i Archiego. - Nie ma co, masz rozmach.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - Słaby uśmiech na ustach mężczyzny utwierdził mnie w przekonaniu, że nie muszę się martwić aż tak.
- Teraz pewnie nie wrócisz do pracy jeszcze długo. - Usiadłam na brzegu łóżka. - Taki skutek uboczny.
- Uh, nie mam zamiaru narzekać. - Dalej się szczerzył.
- Ty to nie masz zamiaru już nas tak straszyć. - Popatrzyłam na Marię. - Prawda?
- No raczej. - Kobieta założyła ręce na piersi. - Bo pożałujesz.
- Dokładnie. - Pokiwałam głową.
To nie tak, że w ogóle nie martwiłam się o tego debila. Przynajmniej od kiedy dowiedziałam się, że FAKTYCZNIE coś mu jest. Po prostu nie lubiłam okazywać swoich uczuć. Lub prawdopodobnie nie zawsze potrafiłam je odpowiednio wyrazić. Ale skąd miałam wiedzieć, że tekst: “Skoro był wierzący, znaczy, że teraz jest mu lepiej, bo jest w niebie”, nie jest najwłaściwszą opcją na pogrzebie? Sama zostałam wychowana w pewnej wierze, tak jak moi rodzice i, hipotetycznie, gdyby ktoś mi coś takiego powiedział na pogrzebie kogoś bliskiego raczej podziękowałabym, a nie strzeliła focha na następny rok. W końcu nie chciałam źle. Dlatego od tamtej pory wolałam nic nie mówić.
- Kiedy cię wypisują łamago? - Zagaiłam, kiedy Maria w końcu skończyła barwny opis, co zrobi przyrodzeniu Archiego, jeśli znowu coś mu się stanie, a ten zamiast na 911 zadzwoni gdziekolwiek indziej.
- Nie wiem, pewnie jak będzie ok. - Wzruszył ramieniem. - Opcjonalnie wtedy, kiedy będę chciał.
- Nawet o tym nie myśl! - Warknęła Meksykanka. - Masz być zdrowy inaczej… przyczepię cię do tego łóżka!
- Całkiem ciekawy pomysł. - Pokiwałam z uznaniem głową.
- Nie powstrzymasz jej? - Jęknął niezadowolony.
- Dlaczego? Ma genialny pomysł. - Uśmiechnęłam się. - Będziesz niegrzeczny, zapinamy pasy.
Max? Co o tym myślisz?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auguste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auguste. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 września 2019
poniedziałek, 2 września 2019
Od Auguste cd Maximiliana i Mercedes
Dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych. Najpierw rozmowa z mamą, która skończyła się na nakazie przyjechania na jakąś galę, potem zgubione klucze, na koniec brak dostawy kolorowego tuszu. Musiałam przełożyć część klientów, a Arrow tylko się śmiał.
- Co cię tak kurwa jego mać bawi? - Warknęłam w pewnym momencie.
- Mnieeee? Niiiiiic. - Uniósł ręce w geście obrony. - Po prostu lepiej się śmiać niż płakać, prawda?
- Ugh, ludzie i ich optymizm. - Przewróciłam oczami. - Skąd ci się to bierze?
- Wystarczy, że na ciebie popatrzę. - Oberwał poduszką z kanapy. - W końcu jesteś jasnym słońcem tego studia, prawda?
- Nie przeginaj, okej? - Oparłam się tyłkiem o blat biurka. - I przynieś papier do drukarki z zaplecza.
- Aye, Gus! - Zasalutował i po chwili zniknął w odchłani zaplecza.
***
- Cześć. - W drzwiach stanęła Maria.
- Hej. - Uniosłam głowę znad kartki. - Nie wzięłaś Archera, prawda?
- To był warunek. - Meksykanka założyła ręce.
- Dobrze. - Kiwnęłam głową i wstałam. - Siadaj.
Dziewczyna nieco się zdziwiła, ale wykonała moje polecenie. Potem podsunęłam jej pod nos kartkę.
- Nie do końca wiedziałam, od czego zacząć, dlatego narysowałam ci parę podstawowych znaków, razem z instrukcją jak je rysować. - Wskazałam na górę kartki. - Tu masz całą. Tu jak po kolei ją rysować. A tu tłumaczenie. Na razie masz ołówek, ale jak się wprawisz to pobawimy się z tuszem i pędzelkiem.
- Uuuu, rysowanie. - Mercedes chwyciła kubek, w którym były ołówki, by wyjąć kawałek drewna z logiem dość znanego sklepu meblowego. - Podoba mi się.
- Cieszę się. - Uniosłam nieco lewy kącik ust. - Jakbyś miała problemy, wołaj. Co prawda mam zaraz klientkę, ale coś wykombinujemy.
- A jeśli będę robiła coś źle? - Zapytała.
- To cię poprawię. - Wzruszyłam ramionami. - Nauka polega na poprawianiu błędów, nie?
- Gdyby nauczyciele mieli takie podejście, łatwiej byłoby się czegoś nauczyć.
- Nie wiem. - Założyłam rękawiczki i zaczęłam przygotowywać maszynkę. - Nigdy nie chodziłam do szkoły.
- Jak to? - Brwi dziewczyny się uniosły.
- Prywatne lekcje. - Zadowolona, że wszystko jest dobrze złożone, popatrzyłam na projekt tatuażu. - Rodzice mieli środki i możliwości.
- Aha. - Maria pokiwała głową. - Jakieś rady, co do znaczków?
- Baw się dobrze? - Rzuciłam niepewnie, by po chwili przywitać klientkę.
***
- Archer dzwoni. - Arrow przystawił mi do ucha komórkę.
- Czego? - Warknęłam, odsuwając igłę od skóry klientki.
Maksiu? Czego chcesz?
- Co cię tak kurwa jego mać bawi? - Warknęłam w pewnym momencie.
- Mnieeee? Niiiiiic. - Uniósł ręce w geście obrony. - Po prostu lepiej się śmiać niż płakać, prawda?
- Ugh, ludzie i ich optymizm. - Przewróciłam oczami. - Skąd ci się to bierze?
- Wystarczy, że na ciebie popatrzę. - Oberwał poduszką z kanapy. - W końcu jesteś jasnym słońcem tego studia, prawda?
- Nie przeginaj, okej? - Oparłam się tyłkiem o blat biurka. - I przynieś papier do drukarki z zaplecza.
- Aye, Gus! - Zasalutował i po chwili zniknął w odchłani zaplecza.
***
- Cześć. - W drzwiach stanęła Maria.
- Hej. - Uniosłam głowę znad kartki. - Nie wzięłaś Archera, prawda?
- To był warunek. - Meksykanka założyła ręce.
- Dobrze. - Kiwnęłam głową i wstałam. - Siadaj.
Dziewczyna nieco się zdziwiła, ale wykonała moje polecenie. Potem podsunęłam jej pod nos kartkę.
- Nie do końca wiedziałam, od czego zacząć, dlatego narysowałam ci parę podstawowych znaków, razem z instrukcją jak je rysować. - Wskazałam na górę kartki. - Tu masz całą. Tu jak po kolei ją rysować. A tu tłumaczenie. Na razie masz ołówek, ale jak się wprawisz to pobawimy się z tuszem i pędzelkiem.
- Cieszę się. - Uniosłam nieco lewy kącik ust. - Jakbyś miała problemy, wołaj. Co prawda mam zaraz klientkę, ale coś wykombinujemy.
- A jeśli będę robiła coś źle? - Zapytała.
- To cię poprawię. - Wzruszyłam ramionami. - Nauka polega na poprawianiu błędów, nie?
- Gdyby nauczyciele mieli takie podejście, łatwiej byłoby się czegoś nauczyć.
- Nie wiem. - Założyłam rękawiczki i zaczęłam przygotowywać maszynkę. - Nigdy nie chodziłam do szkoły.
- Jak to? - Brwi dziewczyny się uniosły.
- Prywatne lekcje. - Zadowolona, że wszystko jest dobrze złożone, popatrzyłam na projekt tatuażu. - Rodzice mieli środki i możliwości.
- Aha. - Maria pokiwała głową. - Jakieś rady, co do znaczków?
- Baw się dobrze? - Rzuciłam niepewnie, by po chwili przywitać klientkę.
***
- Archer dzwoni. - Arrow przystawił mi do ucha komórkę.
- Czego? - Warknęłam, odsuwając igłę od skóry klientki.
Maksiu? Czego chcesz?
Etykiety:
Auguste
poniedziałek, 26 sierpnia 2019
Od Auguste cd Maximiliana i Mercedes
- Byliśmy na tej samej imprezie, w tym samym klubie i tym samym czasie. - Wzruszyłam ramionami. - Potem się przyczepił i ups. Symbioza, czy coś.
- Symbioza… ciekawe. - Kobieta popatrzyła w stronę kas. - Jesteś pewna, że zjemy osiem Happy Mealów?
- Dwa możemy zanieść Arrowowi na przerwę obiadową. - Oparłam się o stolik. - Będzie, że jestem dobrym pracodawcą.
- Na to wychodzi. - Kobieta lekko uniosła kącik ust.
- Dziewczyny, niech ktoś mi pomoże! - Archie zamachał rozpaczliwie rękami. No tak. Osiem zestawów.
- Ja dzwonię do Arrowa, a ty pomagasz tej melepecie? - Uniosłam z rozbawieniem brwi.
- Niezły plan. - Pokiwała głową i ruszyła na pomoc blondynkowi, a ja wyciągnęłam telefon.
Po chwili przeszukiwania kontaktów, w końcu znalazłam pana Greena w książce.
- Jesteś może głodny? - Zaczęłam bez zbędnych ceregieli.
- A co, zapraszasz mnie na obiad? - Odparł zaczepnie.
- Nie, potrzebuję wszystkich maskotek, więc zamówiliśmy osiem Happy Mealów. - Uniosłam zadowolona kącik ust. - Nie zjemy tego sami.
- I jak rozumiem, zabawki idą do ciebie? - Zapytał.
- Oczywiste. - Przewróciłam oczami.
- Okej, akurat miałem sobie robić przerwę. - Zaśmiał się. - Czekam.
Bez zbędnych dodatków, rozłączyłam się i podeszłam do Archiego i Marii, by pomóc im nieść nasz obiad do studia.
***
- Iron Man, Kapitan Ameryka, Czarna Wdowa, Clint, Hulk, Thor, Loki i Spider-Man. - Z dumną pacnęłam każdą z zabawek w głowę. - Pluszowe! Miękkie!
- Czy ty nie masz w domu Tsum Tsuma Iron Mana? - Arrow właśnie pochłaniał ostatnią frytkę.
- No i co z tego. - Popatrzyłam na moje zdobycze, wkładając do ust ostatni kawałek kurczaka. - Potrzebuje na nie półki. Arrow, przyjdziesz do mnie i ją zamontujesz?
- Czy to propozycja nie do odrzucenia? - Chłopak zabawnie poruszył brwiami.
- Stąpasz po cienkiej linii Green. - Pogroziłam mu palcem, aż Munin zamachał skrzydłami. - Archie, ty jeszcze żyjesz?
- Chyba nie. - Blondyn zasłonił usta ręką. - Ta cola… za dużo coli…
- Ja bym winiła te dziwnie wyglądające jabłka, które postanowiłeś zjeść, ale jak kto woli. - Maria wzruszyła ramionami. - Twoje życie, twoja decyzja.
- Ale moja łazienka, więc nie zrzygaj się. Ładnie proszę. - Pociągnęłam ostatni łyk coli i usadziłam małego boga chaosu na swoim udzie. - Loki, dla ciebie zastanowiłabym się, czy zakochanie nie jest fajne.
- Proszę, proszę, jakie radykalne stwierdzenia panno Auguste Maxence von Lothringen! - Archie wskazał na mnie palcem. - Jest ktoś, kogo lubisz.
- Ta, nordycki bóg chaosu i kłamstwa, który - jeśli wierzysz w ich mity - wisi sobie gdzieś owinięty wnętrznościami swojego syna, a jego żona trzyma miskę, coby jad mu na twarz nie kapał. Nie licząc tego, że jest rudy. - Odginałam powoli kolejne palce.
- Czekaj, czekaj, czekaj. - Maria pomachała mi rękami przed nosem. - Auguste Maxence von co?
- Lothringen. - Westchnęłam. - Bardziej znacie to nazwisko, jako Lotaryng.
- Znam skądś to nazwisko… - Zamyśliła się kobieta.
- Linia cesarska na Węgrzech i nie tylko. - Podsunął Archie, ciągle umierając na ból brzucha. - To nie bez powodu jest Cesarzowa.
- Zamknij się Hardcastle. - Wystawiłam mu język. - Taka ze mnie cesarzowa, jak z ciebie baletnica!
- Nie wiem, nigdy nie próbowałem tańczyć w balecie, w przeciwieństwie do ciebie chyba. - Zaśmiał się i od razu tego pożałował. - Ugh, ostatni raz jem w tym pieprzonym fast foodzie.
- Przypomnę ci, jak znowu będziesz jęczał, że idziemy na Nuggetsy. - Uśmiechnęłam się diabolicznie.
- Nuggetsy to nie osiem Happy Meali! - Próbował się podnieść.
- Ups? - Zaśmiałam się.
Max?
Etykiety:
Auguste
niedziela, 18 sierpnia 2019
Od Auguste do Maximiliana i Mercedes
Rzadko kiedy moje klientki nie chciały znieczulenia. Co prawda, małe z reguły go nie wymagały, ale tego konkretnego nie nazwałabym “małym”. Ale to jej wybór. Sama skupiłam się na pracy, chociaż Archie, jak miał w zwyczaju, zaczął coś mówić. Starałam się go ignorować, z resztą jak zawsze. Prawdopodobnie sam sobie odpowiadał. O ile skóra, którą tatuowałam się nie ruszała, nie miałam obiekcji. A to konkretne się nie ruszało, więc byłam bardziej niż zadowolona.
- Gus?! - Coś dotknęło mojego ramienia i gdyby nie to, że akurat igła nie dotykała skóry Mercedes, byłby problem.
- Nie! Dotykać! - Zagroziłam maszynką przed twarzą Archie’ego. - Bo inaczej wsadzę ci tą igłę w dupę! I mi za nią zapłacisz!
- Spokojnie, Gus! - Uniósł ręce. - Pytałem, czy chcesz tęczową, pluszową alpakę do salonu?
- Czy ten salon wygląda jakby potrzebował tęczowej lamy? - Uniosłam brwi.
- Pytam o alpakę, a nie lamę. - Archie założył ręce.
- To teraz rozejrzyj się po salonie i mi odpowiedz. - Nachyliłam się, by wrócić do tatuażu. - Nie uznaję innej odpowiedzi niż nie.
- Nie lubię cię von Lothringen! - Założył ręce.
- Lepiej dla mnie, nie uważasz? - Uniosłam brwi i wróciłam do tatuażu.
Co prawda podobno czerń pasowała do wszystkiego, ale nie bez powodu zakład nazywał się Helheim. Czy w Helheimie byly tęczowe lamy, czy tam alpaki? Odpowiedź brzmiała: nie. Myślę, że Hel, lub Hella nie gustowała w żywych, pluszowych i tęczowych maskotkach. Pokręciłam głową i powoli zaczęłam kończyć tatuaż.
***
- Chociaż jeden tatuaż masz zrobiony tak, jak powinien być. - Zakleiłam tatuaż specjalną formą. - Formułkę mam powtórzyć, czy Archie ci pomoże?
- Damy radę. - Wstała i podeszła do lustra.
- Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym ci tego nie poprawiła? - Uniosłam brwi. - Archie potwierdzi, że dam radę.
- Nie. - Pokręciła głową. - Na pewno.
- Okej. - Uniosłam ręce w czarnych rękawiczkach. - Archer teraz, czy jutro, czy kiedy?
- Jak uważasz panno Auguste. - Zaśmiał się.
- Jeszcze jeden raz i kolejny tatuaż uniemożliwi ci rozmnażanie i czerpanie przyjemności z doznań damsko-męskich. - Pogroziłam mu igłą.
- Gus? - Arrow popatrzył na mnie. - Pani Leighton chce dzisiaj wejść na małą poprawkę.
- Jak małą? - Uniosłam brwi.
- Podobno kilka linii? - Popatrzył na mnie.
- Zapisz ją na jutro na szesnastą, w jej przypadku na paru liniach się nie skończy, a ja chcę dzisiaj mieć życie. - Oparłam się o blat. - Załatwisz to?
- A czy punkt w mojej umowie: dodatek za wytrzymanie narzekania klienta jest aktualny? - Zaśmiał się.
- I za to cię lubię. - Puściłam mu oczko. - No dobra panie prezesie, co dalej?
Maximilian?
Etykiety:
Auguste
poniedziałek, 12 sierpnia 2019
Od Auguste do Maximiliana i Mercedesa
Budzik postanowił przypomnieć o swoim istnieniu już o ósmej rano. Już sześć godzin temu wiedziałam, że będę żałować tej decyzji, ale niestety. Praca nie mogła czekać. Przynajmniej nie dziś. Archie – mój stały klient i ugh kumpel – stwierdził wczoraj o 23:11, że przyjdzie jutro (czyli dziś) do mojego salonu z niespodzianką. Wczoraj było za późno, żebym zastanawiała się, co ową niespodzianką jest, a teraz za mało mnie to obchodziło. Kiedy tylko postawiłam stopę na podłodze, Fafnir uniósł łeb, a z jego gardła wydobyło się coś, co osobiście nazywałam mruczeniem. To z kolei zrzuciło z jego grzbietu Hatiego, na co lis zapiszczał i spadł. Zaśmiałam się i przeciągnęłam, a potem poczłapałam do łazienki.
***
– Munin, siedź spokojnie. – Mruknęłam, gdy kruk kolejny raz uderzył mnie skrzydłem w tył głowy.
Nie dało to żadnego efektu. Kraknął mi tylko do ucha i dalej siedział. Ludzie, jak ja wytrzymywałam z tymi zwierzętami…
– Cześć Gus! – Arrow był zdecydowanie zbyt szczęśliwy. – Jak nowy dzień?
– Ugh, za wcześnie. – Padłam na krzesło za biurkiem, które robiło za coś w stylu recepcji. – Gdzie Death Note?
– Kompletnie nie rozumiem, czemu go tak nazwałaś. – Pokręcił głową.
– Czarny, trochę większy, estetyczny i zapisujesz tam imiona i nazwiska ludzi wraz z tatuażami. – Przewróciłam oczami. – Prawie jak Death Note.
– Prawie robi wielką różnicę. – Zauważył.
Jednak nie dane mi było odpyskować, bo drzwi salonu się otworzyły i stanął w nich nie kto inny niż Archie. Z niespodzianką. Dość żywą, że tak powiem…
Max? A raczej Archie?
Etykiety:
Auguste
niedziela, 11 sierpnia 2019
Auguste Maxence von Lothringen
Imię i nazwisko: Auguste Maxence von Lothringen
Przezwiska: Gus, Max, rzadziej Cesarzowa
Wiek: 25 lat
Płeć: Gus określa się jako osoba niebinarna i nie definiuje się jako kobieta lub mężczyzna.
Pochodzenie: Węgry
Głos: LEDGER - Warrior
Praca: Ponieważ rodzina Gus wywodzi się z węgierskiej linii rodziny cesarskiej, nie musi pracować, bo ma pieniędzy jak lodu podczas epoki lodowcowej. Jednak wraz z przyjazdem do USA założyła sieć swoich salonów tatuażu, więc czasami można ją spotkać w Helheim Tattoo - jednej z ośmiu filii Niflheim Tattoo America otwartej w Mitdown na Manhattanie.
Charakter: Auguste Maxence von Lothringen, jak przystało na potomkinię rodziny cesarskiej jest dobrze wychowaną, dystyngowaną i dumną młodą damą. Oczytana, mądra i błyskotliwa, to tylko kilka cech, które zawdzięcza godzinom prywatnych lekcji z najlepszymi europejskimi nauczycielami. Może porozmawiać z tobą zarówno na tematy gospodarcze, albo kłócić się o tezy Freuda, przy okazji wymieniając wszystkich badaczy, którzy bez problemu podważyli jego badania, jeszcze za jego życia. Na wszystko znajdzie argument. Najpierw myśli potem robi, w końcu jest genialnym strategiem. Z gracją lawiruje we wszystkich konwenansach. Jednak to Auguste Maxence von Lothringen, jedyna córka Huberta i Amalii von Lothringenów, która cudem nie została nazwana Maria Theresia, bo imiona szykowane były dla syna. To nie jest prawdziwa Gus. Prawdziwa Gus jest artystką, nerdem, geekiem, która uciekła za ocean do tych… nieoczytanych Amerykanów, by uniknąć życia na świeczniku. Nie przepada za ludźmi, ale jeśli musi wchodzi z nimi w interakcję. Ba, ma nawet kilku przyjaciół, ale nie jest z tego specjalnie zadowolona. Wiecznie tylko wyciągają ją z jej prywatnego Edenu i każą coś robić. Pół biedy, jeśli ma ich wytatuować. Oni lubią imprezy, a Gus nie. Auguste Maxence von Lothringen wraca tylko wtedy, gdy Gus jedzie do domu, na Węgry.
Wygląd: Gus ma krótkie, jasnobrązowe włosy, ciemnoczekoladowe oczy, ładnie wykrojone usta i jasną cerę. W duchu dziękuje Bogu za to, że jest bardzo androgyniczna, bo to oszczędza jej wielu zmartwień. Jest wysoka, bo ma aż 178 cm wzrostu. Niektórzy uważają, że jest na czym zawiesić oko. Jedyne co lubi w swoim wyglądzie, to długie i smukłe palce. Jej ubiór zależy od nastroju: czasem to skórzana kurtka, czarne spodnie i t-shirt, czasem powyciągane dresy. Jako właścicielka Niflheim Tattoo America nie może obyć się bez tatuaży. W głowie ma mnóstwo projektów, a na ciele dopiero cztery dzieła: hełm Lokiego klik na prawym przedramieniu, excelsior klik na lewej łopatce, czarną wdowę klik między łopatkami i Spider-Mana klik na lewej łydce.
Zainteresowania/Hobby: Gus uwielbia tatuować ludzi, tworzyć im projekty, lub urzeczywistniać ich marzenia. To z kolei wiąże się z jej pasją do rysowania, szkicowania i tym podobnych. Jako dziecko nauczyła się grać na fortepianie, skrzypcach, gitarze i flecie, więc całkiem często ćwiczy, żeby nie wyjść z wprawy. Dodatkowo jak maszyna połyka książki, seriale i filmy, które wpadną w jej ręce (lub specjalne aplikacje/strony/fanpage’e).
Rodzina:
- Hubert von Lothringen - bankier, potomek domu Habsbursko-Lotaryńskiego, linii węgierskiej. Dostojny, przystojny i elokwentny, jak to książę. Stara się utrzymać jak najlepszy wizerunek rodziny, przy okazji nie ograniczając córki. Wie, że jego dziecko jest… inne, ale akceptuje to. Chociaż nie chce, aby wyszło to na jaw. Kocha ją, chociaż nie jest to łatwe.
- Amalia von Lothringen - modelka, aktorka, tancerka, wywodząca się z dalszej gałęzi Wettynów. Elegancka, z klasą, to po niej Gus odziedziczyła to coś, co sprawia, że nawet najprostsze jeansy potrafi nosić jak (nota bene) księżniczka. Ma swoją własną szkołę taneczną. Kocha córkę i nie przeszkadza jej to, jaka ona jest. To w końcu jej dziecko.
- Może na tym poprzestańmy, bo jej rodzina jest niezliczona.
Partner: Brak, chociaż miała epizod z zaręczynami z jednym z Grimaldich.
Zakochany/a: Gus nie ma przekonania do związków romantycznych i seksualnych.
Orientacja: Aseksualna i aromantyczna, poza tym, raczej nie wierzy, że ktoś mógłby ją polubić bardziej.
Inne:
- Bardzo dobrze śpiewa.
- Jest multiinstrumentalistką.
- Ma naturalny talent do języków. Płynnie mówi po węgiersku, polsku, niemiecku, rumuńsku, angielsku, rosyjsku, grecku, ponadto rozumie starożytną grekę i łacinę. Obecnie uczy się chińskiego.
- Jej ulubionym filmem jest “W deszczowy dzień w Nowym Jorku”. Po prostu “zakochała się” w Gatsbym.
- Zawsze nosi zegarek. Zdarza się, że dobiera do niego bransoletki, najczęściej skórzane.
- Uwielbia rocka i alternatywę. Ma też sentyment do muzyki klasycznej.
- Ma pocztówki z każdego miejsca, które odwiedziła.
- Ma cztery dziurki w prawym i pięć w lewym uchu.
- Kocha słodycze. Głównie karmel i czekoladę.
- Ma uczulenie na cytrusy.
- Kocha Marvela (co widać po jej tatuażach).
- Mitologie świata to jej konik.
- Nie ma prawa jazdy.
- Jest fangirl i geekiem.
-Jest oburęczna.
- Jest agnustyczką, ale wychowała się w wierze katolickiej.
- Nie umie gotować.
- Nosi czarny pierścionek na środkowym palcu prawej ręki.
- Razem z nią w Helheim Tattoo pracuje młody chłopak - Arrow Green.
Historia: Auguste Maxence von Lothringen urodziła się dwadzieścia pięć lat temu i już wtedy wszystkich zszokowała. Jej rodzice liczyli, że będzie chłopcem (stąd imiona), a tu niespodzianka. Jednak nikt się tym nie przejął. Co za różnica, czy chłopak, czy dziewczyna i tak to było ich dziecko. Mimo zajęć rodziców i lekcji córki, rodzina miała dla siebie czas. Od samego początku von Lothringenowie byli przyzwyczajeni do życia w mediach i z kamerami, dziennikarzami i aparatami u boku. Gus nie miała nic przeciwko takiemu życiu. Zawsze z ochroniarzem, w prywatnych szkołach, albo w domu z prywatnymi nauczycielami, kochana przez rodziców. Nie mogła narzekać i nigdy nie narzekała szczególnie, że zawsze miała co chciała. Problem pojawił się wtedy, gdy odkryła, że nie identyfikuje się z żadną z płci. Oczywiście nie stwierdziła tego z dnia na dzień. Najpierw znalazła sprawdzone źródła, przeczytała artykuły, książki i wypowiedzi. Potem zdziwiła się, że to co czuje nie jest tak powszechne jak myślała. Jednak zaakceptowała to, potem powiedziała rodzicom. Wspólnie uznali, że to nic nie zmienia, tylko lepiej nie mówić o tym głośno. I wtedy media troszkę zaczęły jej przeszkadzać. Więc Gus skupiła się na rysowaniu. Potem odkryła hennę, by finalnie zakończyć z igłą i tuszem. Wtedy znowu sięgnęła po książki, specjalistyczne fora i inne pomoce. Na Węgrzech otworzyła salon Niflheim Tattoo, który o dziwo przyniósł spore zyski. Wtedy podjęła decyzję o przeprowadzce do Ameryki. Tam przynajmniej nie śledziły ją czujne oczy dziennikarzy. Na początku wylądowała w Los Angeles, potem w Chicago, skąd pojechała do Rochester i na koniec zamieszkała w Nowym Jorku. I tu zakupiła spory apartament na Manhattanie, by żyć jak tylko chce. Co jakiś czas odwiedza rodziców na Węgrzech.
Pojazd: brak
Pupil: Hugin, Munin i Fafnir
Steruje: RainbowLama (chat) cottonpicking.email@gmail.com
Pupile
Imię: Hati
Wiek: 1,5 roku
Rasa: Fenek
Charakter: Jak to pustynne lisy, Hati woli spać w dzień niż w nocy. Jest miziasty, lubi pieszczoty, ale tylko od swojej właścicielki. Potrafi podrapać i pogryźć, jeśli ktoś jej się nie spodoba. Gus kupiła go sobie będąc w Rochester i do tej pory tego nie żałuje. Uwielbia spać na Fafnirze i nogach swojej właścicielki.
Ciekawostki: Ma swoje posłanie, ale co z tego, skoro ma Fafnira.
Na początku chciał polować na Munina, ale ten go podziobał, więc rozeszło się po kościach.
Gdyby mógł, jadłby małe koty.
Gus lubi go straszyć, że przerobi go na czapkę.
Imię: Munin
Wiek: 1 rok
Rasa: Kruk
Charakter: Kruk, jak to kruk. Podobno najmądrzejszy z ptaków. Munin, tak jak jego odpowiednik, lubi wiedzieć. Często towarzyszy wszędzie Gus i zadowolony siedzi na jej ramieniu. Dziewczyna nawet nauczyła go kilku sylab. Jest spokojny i przywiązany do właścicielki, a obcym potrafi wbić się w dłoń. Całe szczęście Gus nauczyła go nie dziobać wszystkich, którzy wejdą do do pomieszczenia, w którym przez przypadek znajduje się ptak i von Lothringen.
Ciekawostki: Uwielbia orzechy, ziarna, zboże, ale kocha mięso.
Ma swoją własną, dużą klatkę.
Podąża za Gus, kiedy tylko może.
Na początku znajomości z Hatim chciał mu wydziobać oczy, gdy ten chciał go zjeść.
Jest bardzo mądry.
Na początku miał się nazywać Kerah, ale nie spodobało się to Gus.
Imię: Fafnir
Wiek: 3 lata
Rasa: Mastiff tybetański
Charakter: Fafnir jest najstarszym zwierzakiem Gus. Dostała go jeszcze jako szczeniaka i od razu pokochała. Pies jest jej oddany i wierny, broni jej kiedy może, za to nie lubi obcych. Co prawda, jeśli mama powie, że zostaw, to zostawi. Jednak jego głównym zadaniem jest ochrona Gus.
Ciekawostki: Gus miała z nim indywidualne treningi, by dobrze go wytresować.
Lubi gryźć buty, szczególnie klapki i adidasy.
Najczęściej śpi koło łóżka Gus.
Przepada za wołowiną.
Chodzi z Gus na dłuuuugie spacery.
Przy pierwszym spotkaniu wylizał Munina i Hatiego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



