Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 sierpnia 2019

Od Erica cd Jodissela

Puste butelki po alkoholu walające się koło stołu, płyta Guns n' Roses w stereo i kakofonia kilku zachrypniętych głosów. Istny chaos, którego dopełnieniem był dzwoniący w mojej dłoni telefon. Naścienny zegar nie zdążył jeszcze wybić dwudziestej trzeciej. 
Próbowałem skupić się na wyświetlaczu telefonu, ignorując przepełnione paniką głosy reszty kadry przekrzykującej się gdzieś za moimi plecami. Trener od zawsze miał genialne wyczucie czasu. Naturalnym było też, że to ja zostałem tym szczęśliwcem, któremu przypadł zaszczyt rozmowy z nim. Chwała losowi chociaż za to, że byłem jeszcze w miarę zdolny do poprowadzenia konwersacji.
- Dobry wieczór, trenerze - odezwałem się po odebraniu połączenia, a wszystkie pozostałe w pomieszczeniu jednostki niespodziewanie umilkły. - Jak się bawisz w Chicago?
Starałem się przybrać swój standardowy ton głosu, maskując tym nieznaczne pijackie nuty. Nie należałem do grupy osób, która, szybko żegna się ze stanem trzeźwości, aczkolwiek ingerencja moich ukochanych znajomych wystarczyła, abym powoli tracił nad sobą panowanie. 
- Jest całkiem znośnie - odparł Mackie, wahając się przez chwilę. - Jak poradziliście sobie na treningu? 
W pośpiechu przypomniałem sobie drobny scenariusz rzekomego treningu, jaki udało mi się opracować między drugim a trzecim drinkiem. 
- Peter zremisował z Ianem w dowolnym na pięćdziesiąt metrów, Blake poprawiał styl, Felix się pochorował, a ja poprawiłem czas na grzbiecie o dwie sekundy.
Bezgłośne oklaski dwójki z moich kompanów utwierdziły mnie w przekonaniu, że wcale nie szło mi aż tak beznadziejnie. 
- Ciekawie, ciekawie - barwa głosu w słuchawce wzbudziła we mnie lekki niepokój. - Trening trwa do dwudziestej drugiej pięćdziesiąt. Spójrz na godzinę, Pere. Z tego, co się orientuję, nigdy nie zabierasz telefonu na salę basenową.
Wstrzymałem oddech, pozwalając na to, aby przez moją głowę przewinęło się tyle rosyjskich przekleństw, o jakich miałem pojęcie. Mackie miał rację. Do końca treningu było teoretycznie jeszcze piętnaście minut, więc w ogóle nie powinienem odbierać połączenia. 
- Skończyliśmy wcześniej... - mruknąłem w końcu, lecz zanim skończyłem, trener się rozłączył. Odłożyłem telefon do kieszeni i spojrzałem na chłopaków z rozbawieniem zabarwionym konsternacją.
- No, kamraci, chyba jesteśmy w dupie.
Epizod z telefonem wprowadził tylko chwilowy zamęt, już po kilku minutach wszystko wróciło do normy. Udało nam się przetrwać wieczór bez ingerencji policji, co dla mnie było jak kamień z serca. Na bałagan starałem się na zwracać zbytniej uwagi - rano chciałem się tym zająć. 
Dlatego że moi znajomi dość wcześnie zaczęli, automatycznie też szybciej skończyli. Dzięki temu o jeszcze ludzkiej porze mogłem rzucić się na łóżko bez myśli, że ktokolwiek mógłby jeszcze demolować salon pod moją nieobecność. Alkohol na szczęście skutecznie pomógł mi w zaśnięciu.
Nieważne, w jakim stanie byłem, zawsze budziłem się około godziny siódmej. Tak też było i tym razem - zaspany automatycznie zsunąłem się z łóżka, aby następnie udać się do łazienki. Zanim jednak to zrobiłem, przekopałem swoją garderobę w poszukiwaniu odpowiedniego na dziś stroju. Finalnie mój wybór padł na dość lekką bordową koszulę i czarne jeansy. Moim zdaniem była to dość elegancka kreacja, ale też niezbyt przesadnie - całkiem dobra na dzisiejsze spotkanie. 
Gdy zdołałem doprowadzić siebie do porządku, zajrzałem do salonu. Wszyscy jeszcze spali, a teraz widoczny w świetle dziennym pokój aż wołał o pomstę do nieba. Nie zastanawiając się dłużej wróciłem do łazienki i z szafki pod zlewem wyciągnąłem dwie szmaty, które następnie zmoczyłem pod kranem. Gdy ponownie stanąłem w progu salonu, niczym zawodowy miotacz baseballowy cisnąłem je na twarze śpiących najbliżej wejścia. Ku mojemu zadowoleniu, padło na Blake'a i Felixa. Ten drugi obudził się od razu, odrzucając pocisk na podłogę z niemałym zaskoczeniem, brunet natomiast dalej spał w najlepsze. Nie potrwało to jednak długo, gdyż dźwięki wydobywające się z mojego stereo są w stanie obudzić nawet nieboszczyka. 
- Felix i Blake ogarniają dywan, Peter sprząta ze mną śmieci, Alex zajmie się odkurzaczem - oznajmiłem, nie zważając na oburzone mamrotania chłopaków. - Wszystko oprócz odkurzacza znajdziecie w łazience. Macie godzinę, bo dłużej nie zniosę tego widoku, a do trzynastej ma was tu już nie być. 
(Jodi?)

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Od Erica cd Jodissela

Wlepiałem wzrok w ekran telewizora z niewielkim zainteresowaniem, jedynie jednym uchem słuchając nieprzerwanego monologu przyjaciela. Dopiero teraz zacząłem odczuwać spowodowane treningiem zmęczenie, a fakt, iż spałem dziś wybitnie nie najlepiej, dodatkowo pozbawiał mnie energii i chęci do przetrwania reszty dnia. Nic wręcz dziwnego, że na lecący w moją stronę pocisk zareagowałem dość ofensywnie.
- Jeśli się nudzisz, przebiegnij się dookoła bloku - syknąłem, odrzucając poduszkę w Blake'a. - Napruty byłeś do tego bardzo skłonny.
- Nie moja wina, że masz mnie w dupie - odparł z lekką urazą w głosie, wracając do głaskania spoczywającego na jego kolanach Theo, który zjawił się w pomieszczeniu dość niedawno. - Posłuchaj mnie chociaż przez chwilę.
Litościwie przeniosłem wzrok na bruneta i pytająco uniosłem brew. Musiałem znosić jego bełkot podczas kilkugodzinnego treningu, gdy tylko nie miał głowy pod wodą, a moja cierpliwość miała swoje granice.
- Z racji pierwszego, wolnego od niepamiętnych czasów wieczoru...
- Nigdzie nie idę - przerwałem mu na samym wstępie. - Nie chce mi się dziś już nie chce.
- Mój błyskotliwy umysł przewidział taką ewentualność - odparł z uśmiechem, niezrażony moim rozbawionym prychnięciem. - Dlatego też my przyjdziemy do ciebie. 
Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach na wspomnienie ostatniej wizyty członków kadry w moim biednym mieszkaniu. Następnego ranka bałem się, że konieczna będzie przeprowadzka. Takim pobojowiskiem było wtedy moje lokum. Nie miałem zbytnio ochoty znowu przez to przechodzić. Przybrałem dramatyczną pozę i westchnąłem teatralnie, przewieszając głowę przez boczne oparcie fotela.
- Po pierwsze - uniosłem dłoń i wystawiłem w kierunku młodszego chłopaka wskazujący palec - wy zajmujecie się zaopatrzeniem. Po drugie - dołączyłem środkowy palec, nie spuszczając chłodnego wzroku z chłopaka - rano nie wypuszczę was z mieszkania, dopóki nie ogarniecie syfu. Po trzecie, żadnej policji - zakończyłem dołożeniem palca serdecznego, po czym zacisnąłem dłoń i pozwoliłem swobodnie opaść jej na miękkie siedzenie. 
- Chyba da się załatwić - Blake błysnął zębami w uśmiechu i zanim zdążył dodać cokolwiek, w pokoju rozbrzmiał dźwięk powiadomienia z mojego telefonu. Skrzywiłem się, słysząc ostrą wibrację na twardej powierzchni blatu tuż przy moim uchu. Na ślepo sięgnąłem po urządzenie i odczytałem otrzymaną wiadomość. Nie umknęło mojej uwadze, że odpowiedź Jodiego przybyła z numeru, który różnił się od tego, na jaki wysłałem swój SMS. Dlatego też zapisałem nowy kontakt, zanim odpowiedziałem na wiadomość. Przez chwilę rozważałem, czy planowane spotkanie nie przeszkodzi mi w jutrzejszym wstaniu przed południem. Na szczęście należałem do grupy osób nie lubiących marnować dnia, więc jeśli wstanę wcześnie i zmobilizuję resztę do tego samego, może zdążą posprzątać, a ja udać się na spotkanie.
"Ten termin jak najbardziej mi odpowiada. Do zobaczenia jutro." Wysłałem wiadomość i odłożyłem telefon, ponownie skupiając swoją uwagę na pływaku obok.
- Kto dokładnie planuje dziś zrujnować mój spokój?
- Nie przyjdzie tylko Ian - Blake wzruszył ramionami, nie odrywając spojrzenia od mojego kota. 
Wraz z przyswojeniem owej informacji opuściły mnie resztki nadziei na to, że jakoś zdołam ogarnąć dzicz. Ian był najstarszym i najmniej problematycznym członkiem kadry, a także moim potencjalnym pomocnikiem do pilnowania pijanych kolegów. Pozostało mi chociaż wierzyć, że nasz ukochany trener Mackie nie zadzwoni z pytaniem, komu najlepiej poszło na wieczornym treningu.
(Jodi?)

niedziela, 11 sierpnia 2019

Od Erica cd Jodissela

Wysłuchałem słów szatyna, z delikatnym rozbawieniem obserwując, jak starał się sprawiać wrażenie nieco wyższego. Finalnie uścisnąłem jego dłoń, jednocześnie pozwalając sobie na nieco szerszy uśmiech, który skutkował nieznacznym ukazaniem moich zadbanych zębów.
- Też mam taką nadzieję - odparłem, mierząc chłopaka spojrzeniem. Odniosłem wrażenie, że coś w jego zachowaniu zdążyło się delikatnie zmienić. Nie mogłem jednak ocenić, z jakiego powodu, dlatego uznałem, że musiało mi się wydawać. - W sprawie wywiadu odezwę się, gdy tylko będę znać swoje stabilne plany na najbliższe dni. 
Po tych słowach udałem się do wyjścia, z zadowoleniem poprawiając torbę przy moim boku. Satysfakcjonował mnie fakt, że prawdopodobnie jako jedyny z kadry będę na gali w oryginalnym stroju. Reszta moich niezbyt obdarzonych kreatywnością znajomych ograniczy się zapewne to drogich, aczkolwiek niekoniecznie przyciągających uwagę kreacji. Dla mnie było to dość korzystne - lubiłem skupiać na sobie spojrzenia podczas podobnych uroczystości. 
Droga do mieszkania minęła mi na podobnych rozmyślaniach, dlatego też czas zleciał mi dość szybko. Po wjechaniu windą na szóste piętro automatycznie skierowałem się w stronę właściwych drzwi. Nie mogłem odzwyczaić się od naciskania klamki zamkniętego mieszkania - dopiero po tej czynności przypominało mi się, że warto byłoby wygrzebać klucze z kieszeni i z ich pomocą dostać się do środka. 
Dziś jednak drzwi otworzyły się bez mojego ingerowania w zabezpieczenia. Skonsternowany przez chwilę stałem w progu, ze zdziwieniem marszcząc brwi. W końcu jednak zdecydowałem się wejść do korytarza, bezgłośnie zamykając za sobą drzwi. Gdy jednak spojrzałem w kąt, odetchnąłem z ulgą. Mój niepokój ustąpił miejsca lekkiej irytacji. Zdjąłem buty i szybkim krokiem ruszyłem do salonu. Im bliżej byłem, tym wyraźniej słyszałem dobiegający z pomieszczenia głos Camili Cabello. Gdy wszedłem do środka, pretensjonalnie skrzyżowałem ramiona na piersi i spojrzałem w kierunku kanapy.
- Więc gdzie znalazłeś moje klucze? - spytałem z wyrzutem, przyglądając się siedzącemu chłopakowi. - Mogłeś chociaż do mnie napisać. 
Blake jedynie uśmiechnął się krzywo i rzucił zgubę w moją stronę. Zręcznie złapałem ją w locie.
- Na schodach koło recepcji - oznajmił czarnowłosy i lekko wzruszył ramionami. - Powinieneś mi dziękować, a nie mieć pretensje.
- Nie będę ci dziękować, skoro w tym miejscu puszczasz coś takiego - z teatralnym oburzeniem podszedłem do wieży stereo i przełączyłem utwór na kawałek wykonania Black Sabbath, który zawarty był na oryginalnej płycie zespołu. Na regale za wieżą miałem ich mnóstwo - większość z nich kwalifikowała się do rocka z okresu drugiej połowy ubiegłego wieku. 
Zająłem miejsce na fotelu i wbiłem wzrok w znajomego z kadry. Był niewiele niższy ode mnie, aczkolwiek moje nazwisko bardziej nadawało się do jego urody. Śniada karnacja, ciemne oczy u wydatne kości policzkowe nadawały mu nieco egzotycznego wyglądu. 
- Przez trzy dni nie będzie trenera - oznajmił nagle, uśmiechając się z satysfakcją. W reakcji na jego słowa lekko uniosłem brew.
- Czyżby? Jak udało ci się pozbyć go akurat teraz? - spytałem z jawną wątpliwością w głosie. Eliminacje już wkrótce, a nasz mentor postanowił wyjechać?
- Wystarczyło przypomnieć, że ważność jego ubiegłorocznego prezentu od nas wkrótce wygasa - Blake parsknął z rozbawieniem, widocznie bardzo z siebie zadowolony. - Kazał nam trenować pod jego nieobecność, ale obaj wiemy, jak to się skończy...
W tym momencie przestałem go słuchać. Wyjąłem telefon z kieszeni z zamiarem powiadomienia dziś poznanego szatyna o lukach w moim grafiku. W połowie pisania wiadomości jednak przerwałem, zdając sobie sprawę, że nie mam jego numeru. Sfrustrowany włączyłem wyszukiwarkę internetową i dość sprawnie odnalazłem numer na stronie firmy Jodissela, aczkolwiek nie miałem gwarancji, że jest tym, który aktualnie jest mi potrzebny. Postanowiłem jednak zaryzykować.

"Okazuje się, że trzy najbliższe dni mogę wykorzystać całkowicie w dowolny sposób. To chyba dobra okazja na wywiad, o ile też znajdziesz czas." 

Wysłałem wiadomość i odłożyłem telefon na blat stołu przed sobą. 
- Od kiedy ty z kimś piszesz w czasie, gdy z tobą rozmawiam? - podejrzliwie spytał Blake, który prawdopodobnie przerwał swój wywód na rzecz bacznego obserwowania moich poczynań. 
- Ważne sprawy służbowe, za które też powinieneś się w końcu zabrać - odparłem jedynie, splatając dłonie na kolanie. - W przeciwnym razie trener doda ci kilkanaście basenów, jak ostatnio. A ja nie lubię słuchać twoich narzekań, więc radzę ci się za to zabrać, przyjacielu.
(Jodi?)

sobota, 10 sierpnia 2019

Od Erica cd Jodissela

Podczas gdy Jodi przeglądał wyłożoną przeze mnie wizytówkę, zdążyłem dopić swoją kawę. Chwilowe spojrzenie szatyna nie umknęło mojej uwadze, widocznie udało mu się połączyć fakty. Gdy wyprostował się i sięgnął do swojej torby, tym razem ja skorzystałem z okazji, aby przyjrzeć mu się dokładniej. Wzrok niewątpliwie przyciągały jego włosy, a kolor oczu przyjemnie kontrastował z jego jasną karnacją. Gdy wchodził do kawiarni, wydawał się być nieco wyższy, lecz teraz mogłem stwierdzić, że przy moich stu osiemdziesięciu sześciu centymetrach wzrostu raczej za takiego nie uchodzi.
Akurat skupiałem się na jego delikatnych rysach twarzy, gdy nagle jego głos wyrwał mnie z zamyślenia. Powoli analizowałem jego słowa, stukając palcami o powierzchnię kubka. Propozycja szatyna wydawała się być całkiem interesująca, nie musiałem długo wahać się nad podjęciem decyzji. Lubiłem obiektyw aparatu i prawie każda szansa na bliższe zetknięcie się z nim była przeze mnie wykorzystywana.
- Od pewnego czasu częściej mam okazję do skupiania się na pływaniu, więc byłaby to dla mnie przyjemna odmiana - oznajmiłem z lekkim uśmiechem, nie spuszczając z chłopaka wzroku. - Chętnie wpadnę do twojej firmy, skoro dodatkowo mogę jakoś tym pomóc. A jeśli o moje włosy nie muszę się obawiać, podpisanie papierka raczej mi nie zaszkodzi, prawda?
Gdy chłopak podsunął mi swój telefon, ogarnęło mnie lekkie zaskoczenie. Nie przypuszczałem, że mógłby korzystać z tak archaicznych urządzeń. 
- Mhm, jasne... - chwyciłem telefon i w skupieniu zapisałem w nim swój numer, wcześniej trzy razy sprawdzając jego poprawność. Moja pamięć do cyfr lubiła szwankować, a w tak istotnej sprawie wolałbym nie popełnić żadnego błędu. Po odłożeniu urządzenia wstałem z wcześniej zajmowanego miejsca i poprawiłem nieprawidłowo zwinięty skrawek koszulki.
- Jeśli zdecydujesz się powiadomić mnie o terminie spotkania, to wolałbym, abyś napisał wiadomość - oznajmiłem, zaciskając dłonie na oparciu krzesła przede mną. - Często zdarza się, że nie mam możliwości odebrania połączenia - wyjaśniłem z delikatnym uśmiechem, z lekko przekrzywioną na bok głową przyglądając się szatynowi.
(Jodi?)

piątek, 9 sierpnia 2019

Od Erica cd Jodissela

Z początku wzmianka o włosach nieco mnie zaniepokoiła. Wizja jakiejkolwiek zmiany w mojej fryzurze była dla mnie wręcz niewyobrażalna. W jakby obronnym geście zawinąłem kosmyk włosów na palcu i przysunąłem go do szyi. Osobiście byłem zdania, że jak na tak częsty kontakt z chlorem, moje włosy i tak nie były w najgorszym stanie. Skoro jednak Jodissel tkwił w przekonaniu, że coś trzeba z nimi zrobić, musiałem zdać się na niego. Uśmiechowi szatyna udało się rozwiać moje największe obawy, pozostawiając po nich jedynie cień wątpliwości. 
Odetchnąłem usatysfakcjonowany, gdy finalnie uzyskałem odpowiedź. Od dziś mogłem spać spokojnie z wiedzą, że nawet jeśli trener zadzwoni do mnie w środku nocy i spyta o strój, nie będę musiał kłamać. Z lekkim uśmiechem chwyciłem kubek z kawą - mogło być to dla niektórych dziwne, gdyż był on gorący, aczkolwiek ja nie czułem spowodowanego tą temperaturą bólu.
- Bardzo Ci dziękuję - odparłem po chwili. - Co do włosów, to mam nadzieję, że obejdzie się bez dużych zmian, bo ta myśl trochę mnie przeraża.
Pozwoliłem sobie na skwitowanie tego stwierdzenia krótkim, niezbyt głośnym śmiechem, po czym upiłem kilka łyków cynamonowej kawy. Użyta przez szatyna mowa nieformalna spowodowała, że sam niekontrolowanie zacząłem jej używać. 
- Jeśli chodzi o wywiad, jestem wolny przeważnie w godzinach popołudniowych i wieczornych - dodałem następnie, sięgając dłonią do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. - Jeśli znajdziesz chwilę na omówienie ze mną tych wszystkich szczegółów, zadzwoń lub napisz - położyłem na blacie przed chłopakiem jedną z wizytówek, które zazwyczaj otrzymywały agencje modelingowe. Zawsze trzymałem kilka przy sobie w razie awaryjnych sytuacji. - Jeszcze raz bardzo ci dziękuję. 
Mimo że dla projektanta było to prawdopodobnie tylko kolejne zlecenie, dla mnie była to wręcz deska ratunku. Kolejny raz udało mi się uniknąć kary za niedbalstwo.
(Jodi?)

Od Erica cd Jodissela

- Wszystko zależy od tego, jaka to gala i w jakim charakterze się pan tam udaje, panie Perez. Musiałbym wiedzieć, czy ma pan jakieś własne pomysły na aranżację swojego stroju, abym mógł się na czymś wzorować i wiedzieć, w jaką stronę zdecydowanie nie iść. - poinformował mnie mężczyzna, gdy wysłuchał moich słów. Ulżyło mi nieco, gdy nie uzyskałem jeszcze wyraźnej odmowy. Miałem mało czasu, a ryzyko, że mój trener spyta mnie o sprawę, rosło z każdym dniem. 
- Ale zanim zdecyduję, czy podjąć pańskie wyzwanie, chciałbym wiedzieć... Skąd pan się o mnie dowiedział? - dodał Jodissel i przekrzywił głowę w bok, co spowodowało, że kilka kosmyków jego włosów zsunęło się ze swego właściwego miejsca. - Nieczęsto zdarza mi się zostać rozpoznanym na ulicy. Niech pan tylko nie mówi, że już kiedyś pana poznałem, tylko pana nie pamiętam.
W reakcji na te słowa pozwoliłem, aby mój prawy kącik ust powędrował nieco w górę. 
- Mój znajomy z pracy kiedyś napomknął o pańskiej firmie w mojej obecności, a z racji tego, że jestem z natury ciekawskim człowiekiem, tyle informacji wystarczyło mi w zupełności. Uznałem, że taka wiedza może mi się kiedyś przydać i proszę, nie pomyliłem się - wyjaśniłem, unosząc spoczywającą na blacie dłoń, aby móc oprzeć na niej podbródek.
- Wracając do sedna, będzie to gala związana z krajowymi zawodami pływackimi, na które udaję się oczywiście jako zawodnik. - oznajmiłem rzeczowo, stukając paznokciami o nawierzchnię stołu. - Co do pomysłów, wolę zdać się na profesjonalistę. Nie mam pojęcia, co mogłoby pasować na taką okazję i dobrze się na mnie prezentować. Wiem jednak na pewno, że wolałbym, aby było to coś w naturalnych, ciemnych kolorach. Coś niezbyt krzykliwego, lecz robiącego wrażenie. Raczej nie widzę siebie w stroju kanarka - ostatnie zdanie zabarwiłem nieco żartobliwym tonem, przez cały czas nie spuszczając wzroku z siedzącego naprzeciwko mnie szatyna, po czym dodałem: - Mam nadzieję, że rozumie pan, co mam na myśli?
Przybycie kelnerki na moment odciągnęło moją uwagę od mężczyzny. Odsunąłem ręce, aby dziewczyna swobodnie mogła położyć moje zamówienie na blacie. Podziękowałem jej z krótkim uśmiechem, po czym wróciłem wzrokiem do Jodissela. W międzyczasie zacząłem bezgłośnie mieszać pomarańczowy syrop w swojej kawie.
- Raczej nie jestem zbyt wybredny i jeśli podejmie się pan mojego wyzwania, zaufam pańskiemu oku i doświadczeniu - dodałem po chwili, odgarniając część nadal wilgotnych włosów do tyłu, które w irytującym nawyku lubiły przysłaniać moje oczy.
Musiałem przyznać, że formalne zwracanie się do osoby będącej prawdopodobnie w wieku podobnym do mojego było dla mnie czymś niecodziennym. Zazwyczaj nie musiałem bawić się w podobne grzeczności. 
(Jodi?)

Od Erica

Spływająca z włosów na ubrania była jedną z rzeczy irytujących mnie najbardziej. Nieważne, jak wściekle pocierałbym głowę ręcznikiem, zawsze znalazłaby się chociaż jedna kropla, w każdej chwili gotowa na podrażnienie mojego karku. Ktoś mógłby przyjąć moją irytację jako głupotę, w końcu do czegoś służyły suszarki. Ale ja nigdy nie suszyłem włosów. Nawet, jeśli po treningu byłem zmuszony do wyjścia w nowojorski mróz. Na szczęście rzadko chorowałem, więc takie poczynanie raczej nie szkodziło mojemu zdrowiu.
Z przewieszoną przez ramię torbą zająłem miejsce na swoim motocyklu. Zanim jednak wyjechałem z basenowego parkingu, dobrą chwilę opierałem się łokciami o przód pojazdu, pozwalając sobie na nieco dłuższą regenerację sił. Treningi bywały męczące nawet dla mnie. Finalnie uruchomiłem maszynę i wyjechałem na zbyt ruchliwą ulicę miasta. Godziny szczytu, nie mam się czemu dziwić.
Kolejnym punktem w mojej tygodniowej rutyny było odwiedzenie kawiarni niedaleko Central Parku. Nieważne, jaka pora roku królowała, po treningu zawsze miałem ochotę na kawę z cynamonem. W pomieszczeniu zająłem swoje standardowe miejsce przy oknie najbliżej lady. Z tego miejsca miałem widok na cały lokal. Po złożeniu zamówienia u znajomej kelnerki zacząłem przyglądać się znajdującej się za szybą ulicy. Spojrzenia niektórych przechodniów były kierowane w moją stronę. Wątpię, aby większość z nich interesowała się światem sportowym, więc prawdopodobnie ich uwaga skupiała się na mojej specyficznej urodzie. Podobno miałem greckich przodków, lecz bliżej było mi chyba do Rosjanina - praktycznie nic w moim wyglądzie nie wskazywało na bałkańskie pochodzenie.
Moją uwagę od ulicy odwrócił dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem w kierunku wejścia i lekko uniosłem brew na widok wchodzącego do kawiarni mężczyzny. Od razu do głowy wróciła mi sprawa, którą miałem zająć się już jakiś czas temu. Przez chwilę obserwowałem nowo przybyłego, rozważając coś zawzięcie. Finalnie wstałem z miejsca, gdy odeszła od niego kelnerka.
- Dzień dobry, panie Sykes - odezwałem się i zająłem miejsce naprzeciwko zaskoczonego szatyna. - Nazywam się Eric Perez i chciałbym pana o coś spytać.
Wątpię, aby ktoś z branży modowej znał moją godność. Poza tym, kultura raczej wymagała przedstawienia się.
- Potrzebuję oryginalnego stroju na galę w przyszłym miesiącu, czy nie zechciałby mi pan pomóc? - obdarzyłem projektanta subtelnym uśmiechem. Mój znajomy z drużyny polecał ubrania jego firmy, a los chciał, że akurat spotkałem go w kawiarni. Grzechem byłoby nie skorzystać z tej okazji.

(Jodi?)

środa, 7 sierpnia 2019

Eric Perez

Imię i Nazwisko: Eric Perez
Przezwiska: Pere
Wiek: 22 lata
Płeć: Mężczyzna
Pochodzenie: Urodzony w Stanach, posiada jednak greckie korzenie.
Głos: Let it burn 
Praca: Pływa zawodowo, dorabiając w foto modelingu
Charakter: Cyniczny realista z zamiłowaniem do czarnego humoru. Irytują go wszelkie zakazy lub nakazy - preferuje niezależność. Nagłe, wymagające myślenia sytuacje nie są dla niego wyzwaniem - potrafi podejmować spontaniczne decyzje, odgórnie przewidując ich możliwe skutki. Potrafi być niezwykle przekonujący, co zawdzięcza pełnemu uroku uśmiechowi. Nienawidzi mówić o sobie, więc na ogół otacza go aura pełna tajemniczości. Jest uzależniony od ryzyka - dreszcz adrenaliny to u niego codzienność. Stara się korzystać z życia jak najbardziej, często odstawiając przy tym moralność na drugi plan. Bardzo łatwo jest go wytrącić z równowagi, gdyż bardzo szybko się denerwuje. Cierpliwość też nie jest jego mocną stroną. Co jeszcze warto dodać? Nie wiem. Może przy bliższym poznaniu odkryjecie więcej cech Erica.
Wygląd: Charakteryzują go jasne, farbowane włosy i zrobiony już kilka lat temu kolczyk w języku. Jego skórę zdobi kilka tatuaży - pod obojczykiem, na łopatce i w pobliżu biodra. Posiada ciętą bliznę na lewym ramieniu.
Zainteresowania/Hobby: Gra na gitarze, kuglarstwo, rysowanie, węże, noże
Rodzina: ---
Partner: brak
Zakochany: Ciężko zdobyć uwagę Erica, więc nikogo nie darzy na razie szczególnym uczuciem.
Orientacja: Biseksualna
Inne:
*Charakteryzuje go rzadka przypadłość, jaką jest analgezja wrodzona.
*Płynnie posługuje się językiem rosyjskim.
*Kolekcjonuje płyty.
Historia: Wychował się w nowojorskim domu dziecka. Po uzyskaniu pełnoletności znalazł pracę w kawiarni. Od dziecka starał się jak najczęściej chodzić na basen. To dało mu szansę na dobrą przyszłość. Rodziny nigdy nie poznał i nie ma takiego zamiaru.
Pojazd: Suzuki Hayabusa
Pupil: Theo
Inne zdjęcia: klikklik
Steruje: marta03



Pupil

Imię: Theo
Wiek: 2 lata
Rasa: Kot bengalski
Charakter: Dość nieufny przedstawiciel swojego gatunku. Gdy Eric jest w pobliżu, nie odstępuje go na krok. Ma tendencję do niszczenia firan i koszulek Pere, co zawdzięcza swojej nadpobudliwości. Nie cierpi nudy, sen porywa go zdecydowanie rzadziej niż inne koty. Zostawanie samemu na długo to dla niego istna tortura.
Ciekawostki:
*Uwielbia wodę, wbrew powszechnemu stereotypowi
* Nie lubi bawić się zabawkami
Inne zdjęcia: klikklik