Dogoniłam Auguste przy windach. Nerwowo wpatrywała się w niewielki wyświetlacz nad stalowymi drzwiami, co chwilę wciskając przycisk wzywający windę.
- Nie wiem czy to coś da. - Zatrzymałam się obok niej.
- Musi. Za trzy minuty mam autobus. - Zerknęła na zegarek i ponownie nacisnęła guzik w ścianie.
- Jeśli chcesz, mogę cię podrzucić - zaproponowałam.
- Byłoby miło - powiedziała po tym, jak ponownie spojrzała na zegarek na nadgarstku. - O ile obiecasz nas nie zabić.
- Postaram się. - Zaśmiałam się, wchodząc do windy, która właśnie przyjechała.
Gus dołączyła do mnie, naciskając guzik oznaczony jako poziom 0, a chwilę później też ten odpowiadający za przyspieszenie zamknięcia drzwi. Kilkadziesiąt sekund później w windzie rozległ się charakterystyczny sygnał dźwiękowy wraz z komunikatem informującym że znajdujemy się na parterze. Wysiadłyśmy, od razu kierując się w stronę wyjścia z budynku, a potem na parking, gdzie pomiędzy samochodami stał mój motocykl.
- Załóż to. - Podałam jej kask, który miałam w ręku. - Gdzie jedziemy?
Auguste podała mi adres w Midtown i założyła kask. Wsiadłyśmy na maszynę, a ja odpaliłam silnik i wyjechałam z parkingu.
Niedługo później dotarłyśmy pod nowoczesny apartamentowiec. Gus zsiadła z motoru i oddała mi kask.
- Dzięki. - Na jej ustach pojawiło się coś na kształt uśmiechu. Choć może to tylko kwestia słabego światła i zmęczenia? - Do zobaczenia.
- Cześć - odpowiedziałam, patrząc jak odchodzi.
***
Kolejnego dnia było już po 16 gdy wróciłam do szpitala. Zajrzałam do sali Arcziego, stając w otwartych drzwiach. Mężczyzna nie spał, jednak leżał z zamkniętymi oczami.
- Ręce na widoku, Maximilianie Hardcastle - rzuciłam, wchodząc do pomieszczenia.
- To pomyłka. - Wzdrygnął się i otworzył szeroko oczy. - Kurwa, Maria!
- Ciebie też miło widzieć. - Roześmiałam się, nie mogąc się dłużej powstrzymać.
- To nie było śmieszne - zaprotestował obrażony, ale na jego twarzy malował się cień uśmiechu.
- Śmiałbyś się widząc swoją reakcję. Jak się czujesz? - Usiadłam na krześle obok łóżka.
- Zestresowany - wytknął. - I śpiący, choć to pewnie kwestia morfiny.
- Śpij, powinieneś odpoczywać. - Zostałam obdarzona spojrzeniem, które rozumiałam aż za dobrze. Kiedy śpisz trudno jest kontrolować otoczenie. - Śpij - powtórzyłam. - Obudzę cię gdyby coś się działo.
Blondyn uśmiechnął się słabo i zamknął oczy, a ja poprawiłam mu kołdrę. Wkrótce jego oddech stał się wolniejszy. Wyglądał tak spokojnie.
Jakiś czas później poczułam w kieszeni wibracje. Wyjęłam telefon i zobaczyłam smsa od Gus.
"Nasza ofiara losu wciąż żyje?"
"Jestem właśnie w szpitalu. Archie śpi." odpisałam.
Gus? Wciąż się martwisz?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mercedes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mercedes. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 września 2019
poniedziałek, 2 września 2019
Od Mercedes cd Auguste i Maximiliana
- Co tym razem zrobiłeś? - Gus odłożyła maszynkę obok pojemniczków z tuszami i przytrzymała komórkę ramieniem. - I gdzie jesteś? Archie? Odpowiadaj mi jak do ciebie mówię - warknęła zirytowana. - Maria! Gdzie jest ten nierób?
- Powinien być w pracy.
- Arrow, zadzwoń na 911, niech wyślą tam karetkę. - Auguste odłożyła swój telefon i wróciła do tatuowania.
- Jaką karetkę?! - Podniosłam głowę, przerywając na rysowanie i starając się wyczytać z twarzy Gus cokolwiek. - Co się stało?
- Nie wiem, przestał się odzywać. - Wzruszyła ramionami.
Wstałam, zgarniając zapisane kartki na jedną w miarę ogarniętą kupkę.
- Pojadę tam sprawdzić co się stało. - Wyszłam zza biurka.
- Nigdzie nie jedziesz. - Gus raz jeszcze przerwała tworzenie wzoru na skórze klientki. - Zostajesz tu, siedzisz za biurkiem i czekasz, aż Archie da znać że przyszyli mu ten odcięty palec czy cokolwiek tam sobie zrobił. Arrow, pilnuj jej.
- Gus, zaraz mam klienta! - zaprotestował.
- Potraktuj to jako test czy nadajesz się na ojca. - Auguste ponownie wróciła do swojego zajęcia. - Maria, siadaj.
Zignorowałam polecenie Auguste, mijając jej stanowisko pracy, ale wpadłam na Arrowa, który jakimś cudem zdołał znaleźć się między mną a drzwiami.
- Siadaj. I bądź cicho. - Powtórzyła, na co jej pracownik posłał mi spojrzenie proszące bym posłuchała i miała (względnie) święty spokój.
Westchnęłam z nieskrywaną irytacją i pod czujnym okiem Arrowa wróciłam za biurko. Chcąc zająć czymś ręce, wróciłam do ćwiczenia pisania, ale nie mogąc się skupić po kilku sekundach ołówek w towarzystwie moich przekleństw przemierzył w powietrzu pół studia, lądując na podłodze z charakterystycznym dźwiękiem. Podciągnęłam nogi na siedzenie krzesła i wyciągnęłam z kieszeni telefon, by spróbować dodzwonić się do Archiego. Nie odbierał, więc nadal wyklinając pod nosem cały wszechświat przerzuciłam się na pisanie smsów.
Jakieś dwie czy trzy godziny później rozległ się w końcu sygnał przychodzącej wiadomości. Błyskawicznie odblokowałam telefon.
"Żyję".
Kolejny sygnał. A potem kolejny.
"Ale dźganie nożem jest gorsze niż alko".
"Jestem w szpitalu Presbyterian na Manhattanie jeśli chcesz wpaść".
- Archie został dźgnięty nożem. Jadę do niego. - Zgarnęłam swój plecak i kask.
- Ktokolwiek to zrobił doskonale go rozumiem - Gus odezwała się pierwszy raz od kilku godzin. - Nie wpadnij pod samochód, bo oboje będziecie leżeć w szpitalu.
***
Zajrzałam do sali wskazanej mi kilka minut wcześniej przez jedną z pielęgniarek. Archie leżał z przymknętymi powiekami. Miał na sobie jeden z tych dziwnych zestawów, które dostaje się, gdy twoje ubranie nie przypomina już zbytnio ubrania.
- Dzięki Bogu żyjesz! Przestraszyłeś mnie. - Weszłam do pomieszczenia, podchodząc do jego łóżka. - Zabiję tego, kto ci to zrobił. - Przytuliłam lekko blondyna, ale mimo wszystko poczułam jak jego mięśnie się napinają. - Przepraszam. - Odsunęłam się.
- Nic się nie stało - zapewnił, przywołując na twarz słaby uśmiech. - Pytanie brzmi kiedy opijamy operację. - Zmienił temat.
- Alkoholik. - Usiadłam na brzegu jego łóżka.
- Degustator - sprostował.
- Cóż, żadnych degustacji dopóki stąd nie wyjdziesz. - Uśmiechnęłam się. Zdenerwowanie chyba zaczęło mnie opuszczać.
- To można zorganizować - zażartował. - Kilka papierów i możemy pić.
Spojrzałam w oczy mężczyzny rzucając w odpowiedzi tylko krótkie "nie", na co ten roześmiał się tylko. Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas zanim drzwi do sali znów się otworzyły, tym razem ukazując stojącą w nich Gus.
Auguste?
- Powinien być w pracy.
- Arrow, zadzwoń na 911, niech wyślą tam karetkę. - Auguste odłożyła swój telefon i wróciła do tatuowania.
- Jaką karetkę?! - Podniosłam głowę, przerywając na rysowanie i starając się wyczytać z twarzy Gus cokolwiek. - Co się stało?
- Nie wiem, przestał się odzywać. - Wzruszyła ramionami.
Wstałam, zgarniając zapisane kartki na jedną w miarę ogarniętą kupkę.
- Pojadę tam sprawdzić co się stało. - Wyszłam zza biurka.
- Nigdzie nie jedziesz. - Gus raz jeszcze przerwała tworzenie wzoru na skórze klientki. - Zostajesz tu, siedzisz za biurkiem i czekasz, aż Archie da znać że przyszyli mu ten odcięty palec czy cokolwiek tam sobie zrobił. Arrow, pilnuj jej.
- Gus, zaraz mam klienta! - zaprotestował.
- Potraktuj to jako test czy nadajesz się na ojca. - Auguste ponownie wróciła do swojego zajęcia. - Maria, siadaj.
Zignorowałam polecenie Auguste, mijając jej stanowisko pracy, ale wpadłam na Arrowa, który jakimś cudem zdołał znaleźć się między mną a drzwiami.
- Siadaj. I bądź cicho. - Powtórzyła, na co jej pracownik posłał mi spojrzenie proszące bym posłuchała i miała (względnie) święty spokój.
Westchnęłam z nieskrywaną irytacją i pod czujnym okiem Arrowa wróciłam za biurko. Chcąc zająć czymś ręce, wróciłam do ćwiczenia pisania, ale nie mogąc się skupić po kilku sekundach ołówek w towarzystwie moich przekleństw przemierzył w powietrzu pół studia, lądując na podłodze z charakterystycznym dźwiękiem. Podciągnęłam nogi na siedzenie krzesła i wyciągnęłam z kieszeni telefon, by spróbować dodzwonić się do Archiego. Nie odbierał, więc nadal wyklinając pod nosem cały wszechświat przerzuciłam się na pisanie smsów.
Jakieś dwie czy trzy godziny później rozległ się w końcu sygnał przychodzącej wiadomości. Błyskawicznie odblokowałam telefon.
"Żyję".
Kolejny sygnał. A potem kolejny.
"Ale dźganie nożem jest gorsze niż alko".
"Jestem w szpitalu Presbyterian na Manhattanie jeśli chcesz wpaść".
- Archie został dźgnięty nożem. Jadę do niego. - Zgarnęłam swój plecak i kask.
- Ktokolwiek to zrobił doskonale go rozumiem - Gus odezwała się pierwszy raz od kilku godzin. - Nie wpadnij pod samochód, bo oboje będziecie leżeć w szpitalu.
***
Zajrzałam do sali wskazanej mi kilka minut wcześniej przez jedną z pielęgniarek. Archie leżał z przymknętymi powiekami. Miał na sobie jeden z tych dziwnych zestawów, które dostaje się, gdy twoje ubranie nie przypomina już zbytnio ubrania.
- Dzięki Bogu żyjesz! Przestraszyłeś mnie. - Weszłam do pomieszczenia, podchodząc do jego łóżka. - Zabiję tego, kto ci to zrobił. - Przytuliłam lekko blondyna, ale mimo wszystko poczułam jak jego mięśnie się napinają. - Przepraszam. - Odsunęłam się.
- Nic się nie stało - zapewnił, przywołując na twarz słaby uśmiech. - Pytanie brzmi kiedy opijamy operację. - Zmienił temat.
- Alkoholik. - Usiadłam na brzegu jego łóżka.
- Degustator - sprostował.
- Cóż, żadnych degustacji dopóki stąd nie wyjdziesz. - Uśmiechnęłam się. Zdenerwowanie chyba zaczęło mnie opuszczać.
- To można zorganizować - zażartował. - Kilka papierów i możemy pić.
Spojrzałam w oczy mężczyzny rzucając w odpowiedzi tylko krótkie "nie", na co ten roześmiał się tylko. Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas zanim drzwi do sali znów się otworzyły, tym razem ukazując stojącą w nich Gus.
Auguste?
Etykiety:
Mercedes
poniedziałek, 26 sierpnia 2019
Od Mercedes cd Auguste i Maximiliana
- Dam sobie radę - zapewniłam, zanim Archie zniknął za drzwiami.
- Nareszcie wziął się za robotę - prychnęła Augste, na co jej współpracownik zareagował wybuchem szczerego śmiechu.
Pomogłam sprzątnąć Arrowowi stertę pudeł po Happy Mealach, podczas gdy Gus ustawiała na biurku swoje nowe zabawki, testując różne kolejności i konfiguracji. Miałam już zbierać swoje rzeczy gdy zauważyłam na biurku szefowej dość interesującą książkę. Przyjrzałam się bliżej okładce. Podręcznik chińskiego.
- Któreś z was uczy się chińskiego? - zainteresowałam się.
- Ona - Arrow wskazał na Gus.
- Wow.
- Jeśli chcesz mogę cię trochę nauczyć – zaproponowała. – Ale nie dziś, bo zaraz powinnam mieć kolejnego klienta.
- Byłoby super. – Uśmiechnęłam się, zabierając swoją torbę i podchodząc do drzwi. – Do zobaczenia.
Auguste nie zareagowała nawet, tylko Arrow rzucił mi krótkie cześć, nie odrywając wzroku od projektu, nad którym akurat pracował. Wyszłam ze studia, by po chwili znaleźć się na ruchliwej ulicy.
***
Sygnał. I kolejny. Przewróciłam oczami. Jeszcze jeden. A potem dźwięk odbieranego telefonu. Usłyszałam w słuchawce zaspany głos Archie’ego. Coś pomiędzy „hu?” a „czego?”.
- Gdzie jesteś? – spytałam. – Nie odzywałeś się cały dzień…
- Która jest godzina? – zdziwił się.
- Zaraz 21. Wciąż siedzisz w robocie?
Przez chwilę po drugiej stronie zapanowała cisza, przerwana tylko odgłosem czegoś ciężkiego spadającego na podłogę.
- Chyba zasnąłem – oznajmił Archie, teraz już jakby bardziej przytomny. – Przyjedziesz po mnie? Spróbuję wygrzebać się spod tych papierów i możemy gdzieś wyskoczyć.
W odpowiedzi westchnęłam tylko.
- Mogę cię odebrać, ale nigdzie nie idziemy. – Rozejrzałam się w poszukiwaniu kluczyków do samochodu. – Wolę nie wkurwiać twojego ojca – dodałam ze śmiechem.
Usłyszałam ciche prychnięcie i mężczyzna rozłączył się.
***
Siedziałam w domu, ze znudzeniem scrollując Instagram i głaszcząc po głowie Dutch. Archie wciąż siedział w pracy (szok), a ja miałam dziś wolne popołudnie. Sama do końca nie wiedząc jak na to wpadłam postanowiłam chwilę temu wysłać smsa na zdobyty od Maxa numer Gus. Kilkanaście postów potem dostałam odpowiedź. Auguste zgodziła się nauczyć mnie odrobiny podstaw chińskiego, jeśli przyjadę do jej studia. Bez Archera.
Gus?
- Nareszcie wziął się za robotę - prychnęła Augste, na co jej współpracownik zareagował wybuchem szczerego śmiechu.
Pomogłam sprzątnąć Arrowowi stertę pudeł po Happy Mealach, podczas gdy Gus ustawiała na biurku swoje nowe zabawki, testując różne kolejności i konfiguracji. Miałam już zbierać swoje rzeczy gdy zauważyłam na biurku szefowej dość interesującą książkę. Przyjrzałam się bliżej okładce. Podręcznik chińskiego.
- Któreś z was uczy się chińskiego? - zainteresowałam się.
- Ona - Arrow wskazał na Gus.
- Wow.
- Jeśli chcesz mogę cię trochę nauczyć – zaproponowała. – Ale nie dziś, bo zaraz powinnam mieć kolejnego klienta.
- Byłoby super. – Uśmiechnęłam się, zabierając swoją torbę i podchodząc do drzwi. – Do zobaczenia.
Auguste nie zareagowała nawet, tylko Arrow rzucił mi krótkie cześć, nie odrywając wzroku od projektu, nad którym akurat pracował. Wyszłam ze studia, by po chwili znaleźć się na ruchliwej ulicy.
***
Sygnał. I kolejny. Przewróciłam oczami. Jeszcze jeden. A potem dźwięk odbieranego telefonu. Usłyszałam w słuchawce zaspany głos Archie’ego. Coś pomiędzy „hu?” a „czego?”.
- Gdzie jesteś? – spytałam. – Nie odzywałeś się cały dzień…
- Która jest godzina? – zdziwił się.
- Zaraz 21. Wciąż siedzisz w robocie?
Przez chwilę po drugiej stronie zapanowała cisza, przerwana tylko odgłosem czegoś ciężkiego spadającego na podłogę.
- Chyba zasnąłem – oznajmił Archie, teraz już jakby bardziej przytomny. – Przyjedziesz po mnie? Spróbuję wygrzebać się spod tych papierów i możemy gdzieś wyskoczyć.
W odpowiedzi westchnęłam tylko.
- Mogę cię odebrać, ale nigdzie nie idziemy. – Rozejrzałam się w poszukiwaniu kluczyków do samochodu. – Wolę nie wkurwiać twojego ojca – dodałam ze śmiechem.
Usłyszałam ciche prychnięcie i mężczyzna rozłączył się.
***
Siedziałam w domu, ze znudzeniem scrollując Instagram i głaszcząc po głowie Dutch. Archie wciąż siedział w pracy (szok), a ja miałam dziś wolne popołudnie. Sama do końca nie wiedząc jak na to wpadłam postanowiłam chwilę temu wysłać smsa na zdobyty od Maxa numer Gus. Kilkanaście postów potem dostałam odpowiedź. Auguste zgodziła się nauczyć mnie odrobiny podstaw chińskiego, jeśli przyjadę do jej studia. Bez Archera.
Gus?
Etykiety:
Mercedes
niedziela, 18 sierpnia 2019
Od Mercedes cd Auguste i Maximiliana
- Tu jest mi bardzo wygodnie. - Gus oparła się w biurowym fotelu, na którym siedziała, lekko odpychając się stopami od podłogi. - Ale możecie mi coś przynieść.
- Nie ma takiej opcji - oznajmił Archie. - Wstajesz i wychodzimy.
Auguste posłała mu spojrzenie, po którym większość osób zapewne zebrałaby grzecznie swoje rzeczy i jak najszybciej opuściła studio. Tyle, że Max nie należał do tej większości i zamiast wyjść schylił się, podnosząc stojący obok biurkorecepcji plecak i wetknął go w ręce swojej znajomej.
- Arrow, nie puść salonu z dymem - rzucił jeszcze, otwierając drzwi i czekając aż kobieta wstanie. Ta zaś jedynie z irytacją wypuściła powietrze z płuc, by po chwili faktycznie dołączyć do blondyna. Czasem naprawdę nie mam pojęcia jak on to robi.
- Mercedes, nie będziemy na ciebie czekać - zaśmiał się jeszcze, gdy Gus go mijała.
- Idę, idę. - Dogoniłam ich.
- To gdzie idziemy? - Auguste założyła ręce na piersi, wbijając w nas wzrok.
- Przejść się? Zobaczyć co znajdziemy? - Archie wyszczerzył się w niewinnym uśmiechu. - Spieszysz się gdzieś?
- Niektórzy z nas pracują - syknęła. - Wiesz, przychodzą do pracy, żeby zarabiać pieniądze.
- W takim razie może pójdziemy gdzieś blisko? - zasugerowałam. - Kawałek stąd powinien być McDonald.
- Niech będzie. - Kobieta przewróciłą oczami.
****
Stanęłam obok szatynki, która wpatrywała się w gablotkę przeznaczoną na zabawki dodawane do zestawów dla dzieci.
- Nie żartowałaś, prawda? - upewniłam się, widząc jej skupioną minę.
- Nigdy nie żartuję, gdy w grę wchodzi pluszowy Iron Man - oznajmiła. - Chcecie oddać mi Lokiego i Czarną Wdowę.
- Pójdę zamówić - westchnął Archie, jednak zanim zdążył się ruszyć, Gus znów się odezwała.
- Zaczekaj. - Zmrużyła oczy. - Jednak chcę wszystkie.
- Okej, okej. - Blondyn podszedł do kasy.
Auguste odwróciła się do mnie, teraz będąc w zdecydowanie lepszym nastroju niż przed wejściem do restauracji.
- To skąd znasz Maxa? - spytała, opierając się o ścianę.
- Byliśmy w tym samym czasie na wycieczce w Meksyku. - Zrobiłam dwa kroki wstecz, by umożliwić dojście do gabloty ojcu z dzieckiem. - Można powiedzieć, że mieliśmy małą sprzeczkę. A ty? - Spojrzałam w kierunku szatynki z zainteresowaniem.
Gus?
Etykiety:
Mercedes
wtorek, 13 sierpnia 2019
Od Mercedes cd. Auguste i Maximiliana
- Jedną poprawkę u mnie i jeden nowy dla Mercedesa. - Odpowiedział Archie, podchodząc do swojej znajomej i wyciągnął rękę do jej pupilka. - Merci pierwsza, ja zajmę się Muninem. Au! - Szybko cofnął dłoń, dziobniętą przez ptaka, który najwyraźniej nie miał ochoty na pieszczoty.
Gus zaśmiała się krótko, po czym odwróciła się do mnie i już chłodniej spytała:
- Co i gdzie robimy?
- Na żebrach, ale skoro to Archie wygrał zakład chyba to on powinien coś wybrać. - Spojrzałam w kierunku blondyna, który posłał mi uśmiech, sugerujący że mogę dość szybko pożałować tej decyzji, po czym podszedł do biurka, na którym leżało kilka kartek z rozpoczętymi projektami i zaczął je przeglądać.
Projekt przedstawiał uroczą, małą sowę siedzącą na kwitnącej gałęzi.
Nie było tak źle jak mogłoby być, więc odetchnęłam z ulgą, podczas gdy właścicielka salonu dokończyła projekt i przygotowała szablon. Cóż, witaj pierwszy profesjonalnie zrobiony tatuażu. Zdjęłam koszulkę, siadając na leżance.
- Boże, kto ci to tak spieprzył? - Wzrok tatuatorki zatrzymał się na tatuażu pod obojczykiem.
- Życie? On! - Wskazałam na Archie’ego, na co Gus po raz pierwszy posłała mi lekki uśmiech.
- Chcesz znieczulenie? - Spytała, przygotowując pojemniczki na tusze.
- Dam radę. - Zapewniłam, by po chwili usłyszeć warkot silniczka maszynki.
- Jak chcesz. - Gus zanurzyła igłę w moim boku.
Gus?
Etykiety:
Mercedes
niedziela, 11 sierpnia 2019
Mercedes Maria Carmen Sofia Corteza
Imię i Nazwisko: Mercedes Maria Carmen Sofia Corteza
Przezwiska: Jeszcze wam mało? Wystarczy, że używa imienia Maria.
Wiek: 24 lata
Płeć: kobieta
Pochodzenie: Meksyk
Praca: Jak lubi to określać, jest kobietą biznesu. Poza tym studiuje zaocznie chemię.
Charakter: Maria przy pierwszym spotkaniu stara się zachować neutralność, czasem nawet bywa miła. W końcu po co robić sobie wrogów na każdym kroku? Potrzebuje trochę czasu, by wyrobić sobie o kimś opinię i zdecydować jak powinna się w stosunku do niego zachowywać. Wtedy zaś albo staje się zupełnie zimna i oschła, unikając jakichkolwiek kontaktów poza tymi stricte zawodowymi, albo też włącza cię do wąskiego grona przyjaciół. Jedną rzeczą, którą warto wiedzieć, jest to, że Maria jest bardzo impulsywna. Zdecydowanie zbyt często działa pod wpływem emocji, podejmując decyzje, których nie podjęłaby myśląc trzeźwa, ewentualnie rzuca groźbami w zbyt poważnym tonie. Drugie słowo, które doskonale ją opisuje to “lojalna”. Maria, wychowywana w świecie, gdzie lojalność była najważniejsza, jest wierna jak przysłowiowy pies i bardzo ceni sobie tą cechę u innych. Nie znosi słuchać poleceń osób, które w jej mniemaniu tych poleceń nie powinny jej wydawać. Potrafi być bardzo uparta, jednak jeśli uzna, że kłótnią nic nie wskóra potrafi też odpuścić. Nie będzie się przecież kopać z koniem (ani z Archie’m, bo to równie bezsensowne). Jest pewna siebie, czasem zbyt dużo czasu poświęcając na to by udowodnić, że nie znalazła się tu gdzie jest przypadkiem. Nauczyła się niczego nie żałować, zamiast tego woli zmierzyć się z konsekwencjami nawet najgłupszych decyzji, by móc o nich zapomnieć. Maria należy do osób inteligentnych, jednak nigdy nie miała szczęścia wykorzystywać swojego potencjału, przez co nie może się pochwalić żadnymi imponującymi umiejętnościami. Wbrew pozorom potrafi być odpowiedzialna i dojrzała, tyle że niewiele jest na tym świecie osób, za które mogłaby wykazać się rozsądkiem. Nagminnie natomiast ignoruje własne zdrowie i bezpieczeństwo, wychodząc z założenia, że na coś trzeba umrzeć - w jej przypadku tym czymś będzie najprawdopodobniej kula z pistoletu. Maria nie znosi kłamać, posługiwać się pół- i ćwierćprawdami, jednak jak każdy, czasem bywa zmuszona to robić. Znacznie bardziej woli jednak mówić i słyszeć prawdę niż kłamstwa "dla czyjegoś dobra". Przede wszystkim stara się pozostać szczera sama ze sobą, nie przejmując się co powiedzą inni. W jej mniemaniu zbyt często daje się wyciągnąć do klubu czy baru, choć z reguły wie kiedy przestać pić. Jak większość ludzi, po alkoholu staje się bardziej towarzyska, jeszcze bardziej impulsywna a do tego zaczyna kleić się do ludzi i (głównie) Archie'ego.
Wygląd: Maria ma klasycznie meksykański typ urody. Ciemniejsza karnacja, 160 centymetrów wzrostu, zgrabna sylwetka w kształcie tak pożądanej przez wiele kobiet klepsydry. Duży biust, płaski brzuch i szerokie biodra to w dużej mierze zasługa jej genów. Na jej ciele znaleźć można kilka tatuaży. Czarna dłoń pod lewym obojczykiem została wytatuowana w dniu przystąpienia do gangu, trzy kropki na prawej dłoni oraz napis "EME" na karku tuż pod linią włosów powstały zaś w więzieniu. Maria ma też już całkiem sporą kolekcję blizn, z których większość to pamiątki po mniej lub bardziej poważnych postrzałach, choć znajdą się wśród nich również pamiątki po dwóch kosach oraz blizna ciągnąca się mniej więcej od połowy czoła, przez lewą skroń i policzek aż do brody - ta jednak na szczęście przy odrobinie pracy daje się ukryć pod makeupem. Sęk w tym, że dziewczyna zazwyczaj odpuszcza malowanie się, mimo że nawet lubi to robić. Zazwyczaj ogranicza się tylko do pomalowania rzęs okalających jej czarne oczy. Długie, ciemnobrązowe włosy są zwykle rozpuszczone i lekko falują na wietrze. Maria ubiera się zupełnie zwyczajnie, całkowicie wtapiając się pod tym względem w tłum. Zawsze ma na szyi łańcuszek z medalikiem przedstawiającym Matkę Bożą.
Zainteresowania/Hobby: Nigdy nie miała na to zbyt wiele czasu. Być może nigdy nie odkryła swojego hobby, być może żadnego nie ma, obecnie najwięcej radości przynosi jej zgłębianie wiedzy o otaczającym ją świecie, w szczególności zaś wszelakie zagadnienia związane z chemią i częściowo biologią. Lubi też przebywać na łonie natury, najlepiej spacerując lub biegając. Często wybiera się na strzelnicę i nie ma co ukrywać, sprawia jej to ogromną frajdę. Chyba można tu też wspomnieć o wyjściach na imprezy oraz konkursach picia i głupich zakładach z Archie’m.
Rodzina:
- Jorge Antonio Corteza - ojciec, jest jednym z najważniejszych ludzi w La Eme. To on pokazał córce drogę do lepszego życia i wprowadził ją w świat gangów.
- Maria Stephania Nana Corteza - matka, mimo iż bardzo się starała, nie udało się jej uchronić dwójki najstarszych dzieci przed wstąpieniem do gangu.
- Juan Pablo Corteza - starszy brat, ma 27 lat i obecnie odsiaduje wyrok za morderstwo w więzieniu stanowym na Florydzie.
- Duena Marisol Lopez - młodsza siostra, ta dwudziestodwulatka wraz z mężem i trójką dzieci mieszkają w Meksyku niedaleko rodziców jej męża.
- Anika Nana Raimunda Corteza - młodsza siostra, Nana ma 19 lat, mieszka z rodzicami w Los Angeles.
- Anika Daria Corteza - córka, zmarła w wieku dwóch lat, zginęła podczas strzelaniny na ulicy.
Partner: brak
Zakochana: z miłością trzeba uważać, tego jednego nauczyła się od życia
Orientacja: heteroseksualna
Inne:
- Nie ma na tym świecie rzeczy której nie można byłoby kupić, a Jorge Corteza zdołał kupić urzędnika, który przydzielił jego rodzinie wizy na stały pobyt. Maria przebywa więc na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki zupełnie legalnie.
- Bardzo szybko mówi i choć stara się robić to powoli gdy używa angielskiego, często stopniowo przyspiesza, aż ktoś jej przypomni by zwolniła.
- Poza ojczystym hiszpańskim płynnie posługuje się też angielskim i portugalskim. Uczy się też chińskiego.
- Nie ćpa, czasem zapali papierosa.
- Przy okazji pierwszego spotkania z Maxem o mały włos się nie pozabijali.
- Może nie jest trzygwiazdkowym szefem kuchni, ale potrafi ugotować coś więcej niż wodę na herbatę i nikogo jeszcze przy tym nie otruła.
- Jeśli istnieje na świecie osoba zdolna przekonać ją do praktycznie wszystkiego, to prawdopodobnie jest to ten wariat stojący przy białym Audi.
- Nie rozumie większości nawiązań do popkultury, jednak Gus jest na tyle miła by cierpliwie tłumaczyć jej który superbohater należy do uniwersum Marvela, a który pochodzi z DC.
- Nie umie pływać, w każdym zbiorniku głębszym niż 1.6 metra idzie na dno niczym kamień.
- Nałogowo ogląda wszelakie międzynarodowe turnieje męskiej siatkówki, w których biorą udział drużyny z pierwszej dywizji.
- Dba o kondycję nie dla zdrowego trybu życia, czy dla utrzymania figury, a raczej dlatego, że w każdym momencie może ona zaważyć na życiu lub śmierci Marii.
- Przez lata opanowała do perfekcji posługiwanie się wieloma rodzajami broni palnej.
Historia: Mimo, że nie pochodziła z najbiedniejszej rodziny, jej życie nigdy nie było usłane różami. Do drugiego roku życia mieszkała w slumsach, jednak tuż po narodzinach Marisol, jej rodziców stać było na przeprowadzenie się do nieco lepszej dzielnicy. Nie zmieniło się jedno, ojciec bardzo często znikał na całe dnie lub przyprowadzał do domu znajomych, których łączyła czarna dłoń wytatuowana na klatce piersiowej. Maria od najmłodszych lat żyła w świecie zdominowanym przez narkotyki, przemoc i gangi. Nikogo więc nie dziwiło, gdy mając cztery lata namalowała sobie dłoń czarnym flamastrem i oznajmiła, że chce być jak tata. Wtedy Jorge jedynie zaśmiał się, oznajmiając że porozmawiają o tym za kilka lat, jednak Maria tego jednego pewna była całe życie i gdy miała czternaście lat, dwa lata po swoim bracie, otrzymała wymarzony tatuaż. Wbrew pozorom jej życie nie zmieniło się aż tak bardzo, wciąż większość czasu spędzała w slumsach, często przemierzając je po zmroku z plecakiem wypchanym heroiną. Stopniowo jej kompetencje rosły i tuż przed siedemnastymi urodzinami pierwszy raz od wstąpienia do La Eme strzeliła człowiekowi w tył głowy. Wkrótce to właśnie zabójstwa stały się domeną Marii, natomiast narkotykami zajmowała się już głównie dla rozrywki i dreszczyku emocji. Przez te dodatkowe interesy wpadła jednak w kłopoty i po imprezie z okazji osiemnastki, kiedy szła ulicami Los Angeles, do którego właśnie się przeprowadziła miała to szczęście zostać złapaną i za posiadanie dużej ilości narkotyków oraz nielegalnej broni została skazana na dwa i pół roku w więzieniu stanowym. Większość wyroku spędziła w Central California Women's Facility, a sama odsiadka nauczyła ją wielu rzeczy - z pewnością nie takich jakich w założeniu powinna - Maria nadal pracowała nad swoją reputacją w gangu, zdobywając przy okazji pobytu w placówce więzienniczej wiele przydatnych później kontaktów. Po wyjściu zaś wytrzymała bez pakowania się w kolejne kłopoty niecały tydzień, bo właśnie tyle zajął jej powrót na weekend do Meksyku i wzięcie udziału w kolejnej strzelaninie, z której zresztą ledwo uszła z życiem. Jednak tym razem, jak zwykle zresztą, szczęście jej dopisało.
Maria nigdy nie miała szczęścia w miłości. Jedyny szczęśliwy związek jaki stworzyła przyniósł jej Anikę Darię, której ojciec został niedługo potem zabity w więzieniu. Jednak ani to, ani fakt posiadania dziecka nie przemówił jej do rozsądku. Gang był nieodłączną częścią jej życia. I to gang jej życie niszczył. Pewnego dnia, Anika miała wtedy dwa lata, bawiła się na ulicy, kiedy doszło do jednej z licznych strzelanin. Daria została postrzelona w głowę, nie miała szans na przeżycie. Maria zaś zrobiła wszystko co było w jej mocy by odnaleźć zabójcę dziecka. Jak się okazało on również był członkiem La Eme. Nie mogła się nawet zemścić, nie udało jej się znaleźć trzech liczących się osób, które by się na to zgodziły. Gang przed rodziną. Maria musiała pogodzić się ze stratą i żyć dalej. Jakiś rok później przeprowadziła się do Nowego Jorku.
Pojazd: Range Rover Evoque oraz Kawasaki Ninja
Pupil: Dutchess, Fluffy, Phantom
Steruje: Merci [chat] cottonpicking.email@gmail.com
Pupil
Imię: Dutchess
Wiek: 4 lata
Rasa: Owczarek holenderski
Charakter: Przez większość czasu Dutchess jest wzorem karnego, dobrze wyszkolonego psa. Nie jest tak jednak zawsze, bo ze względu na specyfikę tegoż szkolenia w dużej mierze to sam pies ma podjąć decyzję jak się zachować, kiedy uzna, że Marii coś zagraża. Jeśli natomiast pominąć wieczną czujność Dutchess, otrzymamy bardzo energicznego, niezwykle inteligentnego psa. Strasznie nie lubi nudy, a jeśli zostawi się ją bez zajęcia lub gorzej - zmęczoną, można być pewnym, że coś w domu stanie się na tyle interesujące, by to zdobyć i zjeść. Prywatnie kocha wszystko i wszystkich, jednak jest nauczona doskonale panować nad swoimi emocjami, dzięki czemu nie podbiega do każdej żywej istoty w promieniu trzech kilometrów tylko po to, by się przywitać.
Ciekawostki:
Dutchie była prezentem od brata z okazji wyjścia z więzienia.
Od jedenastego miesiąca życia rozpoczęła szkolenie obrony cywilnej.
Czy ktoś ma banany? Dajcie jej banany!
Szaleje za piłką na sznurku. Niewiele jednak z tych zabawek jest w stanie przetrwać spotkanie z nią więcej niż trzy razy.
Kocha zaganiać. W końcu jest owczarkiem. Obecnie udało się opanować ten problem w stosunku do wszystkiego poza dziećmi.
Imię: Fluffy
Wiek: 3 lata
Rasa: Kangal
Charakter: Jak na dobrego psa stróżującego przystało, Fluffy większość swojego życia spędza leżąc na dachu swojej budy i obserwując wszystko, co dzieje się dookoła lub spokojnym krokiem przechodzi się wzdłuż ogrodzenia posesji. Jest spokojny, dość leniwy i zupełnie niegroźny tak długo, jak pozostajesz po odpowiedniej stronie wspomnianego ogrodzenia. Nie przepada za obcymi zwierzętami, jest psem o dużej potrzebie dominacji i kontroli wszystkiego dookoła. Akceptuje jednak wszystko i wszystkich tak długo jak akceptuje to Maria. Nie jest jednak najposłuszniejszym psem, czasem zwyczajnie wie lepiej gdzie powinien być i co robić więc nie dla niego popisywanie się milionem sztuczek.
Ciekawostki:
- Został przywieziony z Turcji mniej więcej rok temu, co kosztowało Marię ogromną ilość czasu poświęconego na negocjacje i jeszcze więcej pieniędzy.
- Nosi imię po pupilku Hagrida.
- Woli przebywać na zewnątrz niż w pomieszczeniach, dlatego ma na podwórku swoją budę i kojec.
- Zawsze gdy wychodzi na spacer nosi kaganiec.
- Mimo swoich gabarytów jest bardzo szybki i zwinny.
Imię: Phantom
Wiek: 2 lata
Rasa: Dog niemiecki
Charakter: Phantom przez większość ludzi byłaby uznana za psa doskonałego. No, może z jednym minusem. Jest fantastycznie zsocjalizowanym, stabilnym zwierzęciem, które jako jedyne z całej gromadki nie tylko akceptuje, ale wręcz uwielbia dzieci. Ze względu na swoją niepełnosprawność w nowych miejscach bywa lekko wycofana i trzyma się raczej blisko właścicielki. Zawsze spokojna, przyjazna, Phantom lubi wszystko co żywe.
Ciekawostki:
- Jest głucha.
- Posiadanie białego doga było marzeniem małej Aniki Darii, jednak dziewczynce nie było dane długo cieszyć się jego towarzystwem.
- Nie szczeka, nigdy.
- Wiecznie wpatrzona w Marię, czekając aż ta ją zawołała na chwilę głaskania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




