- Ja tylko załatwiam interesy. - Stwierdziłem, poprawiając na ramionach skórzaną kurtkę. Było już późno, a przydzielone mi zlecenie nadal tkwiło w punkcie wyjścia. Vasilis Budnerhund ukrywał się przede mną niczym zlęknione szczenie, zabrane chwilę temu od matki. Na szczęście, jak każde zwierze zostawiał za sobą wyraźne ślady, które doprowadziły mnie właśnie pod ten nocny klub.
- Interesy powiadasz? - Przesuneliśmy się w kolejce. - Handlujesz narkotykami, dopalaczami? - Ciągnął temat, spoglądając na mijających nas ludzi.
- To nie moja bajka. Wolę zajmować się innymi robótkami ręcznymi. - Przyznałem, stukając butem o kolorową kostkę brukową. Ostatni raz byłem tutaj dwa miesiące temu i raczej nie odnajdę w tym ani jednej, pozytywnej rzeczy. O ile usuwanie pojedynczych graczy było w miarę proste, tak pozbywanie się dużych grup, sprawiało problem nawet dwóm mordercom. Do dziś słyszę w głowie wrzaski ojca, dotyczące tego, że nie pozbawiłem życia jednej osoby, która zwiała z miejsca zbrodni. Wniosek z tego prosty: zawsze licz ilość zwłok.
- Ciekawe. - Stwierdził, gdy przechodziliśmy przez drzwi lokalu. - Dasz się zaprosić na drinka?
- Czemu nie? - Wzruszyłem ramionami, kierując swoje kroki w stronę nowoczesnego baru, otoczonego kilkoma, klasycznymi krzesłami. Zasiadając na jednym z nich, rozejrzałem się czujnie po sali. Nie ma go tutaj - pomyślałem, gubiąc się w twarzach obcych dla mnie ludzi - Martini proszę.
- “Upijasz” się przed robotą? - Zażartował niebieskooki, pokazując barmanowi nazwę trunku, którego chciałby skosztować. - To bardzo odpowiedzialne z twojej strony. - Dorzucił, opierając się łokciami o wypolerowany na błysk blat.
- Martini to nie alkohol do upijania się. Tym można jedynie przeczyścić gardło. - Machnąłem niedbale ręką, zachowując pełna czujność. - Tak w ogóle jestem Maximilian, ale możesz mówić mi Max. - Przedstawiłem się z imienia.
- Lorcan. - Odparł, upijając łyka gotowej whisky. - Często tu bywasz?
- Jedynie za potrzebą. - Obróciłem w palcach szklany kieliszek, w którym topiły się trzy oliwki. - Wolę szaleć gdzie indziej.
- W domu z przyjaciółmi? - Zgadł, lecz ja nie dałem tego po sobie poznać.
- Może. - Przymknąłem chwilowo oczy. - Więc co sprowadza cię do miasta?
Lori? Nie rób mi z niego alkoholika xd
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maximilian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maximilian. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 września 2019
Od Maximiliana cd. Mercedes i Auguste
- Pasy kojarzą mi się z zakładem psychiatrycznym. - Przyznałem, trzymając się za zszyty bok. Z ostatniej doby pamiętałem jedynie ból oraz krzyki Annie, która zajęła się uciskaniem rozszarpanej rany.
- W normalnych szpitalach też to mają. - Stwierdziła Gus, przyglądając się szpitalnym szafką. - I chyba wiem, gdzie je trzymają. - Dodała uradowana, wstając z dość wygodnego łóżka. Nie minęła minuta, a kobieta stała przede mną z kompletem niebieskich, materiałowych opasek.
- Podziękuję. - Popatrzyłem na nią z politowaniem, co spotkało się z niezadowoloną miną Mercedesa. - Bądźcie grzeczne, bo wyrzuci was stąd lekarz. Nękacie chorego. - Zażartowałem, zaciskając z cierpienia wybielone niedawno zęby. Tak, pchnięcie nożem lub postrzał to zdecydowanie coś gorszego niż morderczy kac. Przy tym drugim można przynajmniej jakoś funkcjonować, a nie udawać, że jeszcze pięć minut i urwie ci się znowu film.
- To ty nękasz nas. - Mruknęła Meksykanka. - Dzwonisz, nie mówisz co się dzieje, udajesz trupa, a na końcu zmartwychwstajesz. Szantaż Hardcastle! Szantaż! - Naburmuszyła się, śmiesznie nadymając przy tym policzki. Przewracając na to oczami, poprawiłem się na pachnącej świeżością poduszce, która zaczęła wbijać mi się w poobijane plecy. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Słucham, słucham. - Przymknąłem chwilowo zmęczone życiem oczy. - Harvey jeszcze nie przyszedł? - Zapytałem, czując, jak w mojej duszy zaczyna rozprzestrzeniać się nieszczęsny niepokój. Przecież powinien być tu od samego początku. Jak tak dalej pójdzie, to wparuje tutaj policja. - pomyślałem, wyobrażając sobie siebie w pomarańczowym stroju idioty. Ugh, okropny widok. To coś nie pasowałoby nawet pod kolor moich oczu. Skandal, po prostu skandal.
- Nie widziałyśmy go. - Cesarzowa odłożyła “zabawki” na swoje miejsce. - Pewnie się spóźni. - Wzruszyła ramionami, przepuszczając w drzwiach dość młodą pielęgniarkę.
- Przepraszam, ale czas odwiedzin się już skończył. - Oznajmiła, zmieniając pustą kroplówkę. - Mogą panie przyjść jutro do pacjenta. - Dorzuciła, spoglądając na migający monitor EKG.
- Nie daj się zabić Archer. - Zadowolona Węgierka szybko opuściła maławe pomieszczenie. Eh, ta to ma w sobie tyle współczucia ile martwe ciało. Co prawda nie znałem Auguste od wczoraj i mogłem z łatwością przewidzieć jej zachowanie, ale czasami zastanawiało mnie to, skąd bierze się u niej tyle niechęci do innych homo sapiens
- Wpadnę jutro Archie. - Maria zabrała wszystkie swoje rzeczy, aby następnie pójść w ślady swojej nowej znajomej. Poddając się władającemu mną zmęczeniu, zamknąłem sine powieki, które automatycznie zabrały mnie do świata nic niezanczących słów.
Merci?
- W normalnych szpitalach też to mają. - Stwierdziła Gus, przyglądając się szpitalnym szafką. - I chyba wiem, gdzie je trzymają. - Dodała uradowana, wstając z dość wygodnego łóżka. Nie minęła minuta, a kobieta stała przede mną z kompletem niebieskich, materiałowych opasek.
- Podziękuję. - Popatrzyłem na nią z politowaniem, co spotkało się z niezadowoloną miną Mercedesa. - Bądźcie grzeczne, bo wyrzuci was stąd lekarz. Nękacie chorego. - Zażartowałem, zaciskając z cierpienia wybielone niedawno zęby. Tak, pchnięcie nożem lub postrzał to zdecydowanie coś gorszego niż morderczy kac. Przy tym drugim można przynajmniej jakoś funkcjonować, a nie udawać, że jeszcze pięć minut i urwie ci się znowu film.
- To ty nękasz nas. - Mruknęła Meksykanka. - Dzwonisz, nie mówisz co się dzieje, udajesz trupa, a na końcu zmartwychwstajesz. Szantaż Hardcastle! Szantaż! - Naburmuszyła się, śmiesznie nadymając przy tym policzki. Przewracając na to oczami, poprawiłem się na pachnącej świeżością poduszce, która zaczęła wbijać mi się w poobijane plecy. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Słucham, słucham. - Przymknąłem chwilowo zmęczone życiem oczy. - Harvey jeszcze nie przyszedł? - Zapytałem, czując, jak w mojej duszy zaczyna rozprzestrzeniać się nieszczęsny niepokój. Przecież powinien być tu od samego początku. Jak tak dalej pójdzie, to wparuje tutaj policja. - pomyślałem, wyobrażając sobie siebie w pomarańczowym stroju idioty. Ugh, okropny widok. To coś nie pasowałoby nawet pod kolor moich oczu. Skandal, po prostu skandal.
- Nie widziałyśmy go. - Cesarzowa odłożyła “zabawki” na swoje miejsce. - Pewnie się spóźni. - Wzruszyła ramionami, przepuszczając w drzwiach dość młodą pielęgniarkę.
- Przepraszam, ale czas odwiedzin się już skończył. - Oznajmiła, zmieniając pustą kroplówkę. - Mogą panie przyjść jutro do pacjenta. - Dorzuciła, spoglądając na migający monitor EKG.
- Nie daj się zabić Archer. - Zadowolona Węgierka szybko opuściła maławe pomieszczenie. Eh, ta to ma w sobie tyle współczucia ile martwe ciało. Co prawda nie znałem Auguste od wczoraj i mogłem z łatwością przewidzieć jej zachowanie, ale czasami zastanawiało mnie to, skąd bierze się u niej tyle niechęci do innych homo sapiens
- Wpadnę jutro Archie. - Maria zabrała wszystkie swoje rzeczy, aby następnie pójść w ślady swojej nowej znajomej. Poddając się władającemu mną zmęczeniu, zamknąłem sine powieki, które automatycznie zabrały mnie do świata nic niezanczących słów.
Merci?
Etykiety:
Maximilian
poniedziałek, 2 września 2019
Od Maximiliana cd. Mercedes i Auguste
Wpatrując się w kolorowe obrazy, wyświetlane na monitorze mojego laptopa, zacząłem odczuwać ogromne zmęczenie. Była dopiero szesnasta, ale mój mózg złudnie twierdził, że zaraz na zegarze wybije północ. Nie mogąc wytrzymać ostatnich dwudziestu minut nicnierobienia, postanowiłem wstać, zwinąć swoje manatki i udać się na podziemny parking, gdzie zawsze zostawiałem jeden ze swoich samochodów. Podczas poszukiwań odpowiedniego kwadratu, zacząłem zastanawiać się nad tym, co zrobić na dzisiejszą kolację. W mojej głowie wirowało wiele wersji wyśmienitych dań, które w celu ocalenia kuchni, zostaną raczej przeze mnie zamówione. Czując w kieszeni znajome wibracje, wyjąłem z niej czarnego iPhone’a, którego wyświetlacz ukazywał jedną, nową wiadomości.
- A co my tu mamy? - Mruknąłem pod nosem, wczytując się w treść SMSa od nieznanego mi wcześniej numeru. Spójrz w górę - przeczytałem, automatycznie wykonując dane polecenie. Stety lub niestety niczego tam nie znalazłem, a moje nogi mogły ze spokojem, przyprowadzić mnie do mrocznego Range Rovera. Miałem już do niego wsiadać, gdy nagle moje oczy zarejestrowały wygrzewającego się na masce kocura. Chcąc się go pozbyć, trąciłem palcem jego grzbiet, lecz nie przyniosło to zamierzonego skutku. Rudzielec, pacnął mnie pazurami w dłoń, pozostawiając na niej drobne rany. - Cholero jedna. - Zakląłem pod nosem, dostrzegając w oddali jego właścicielkę.
- Copper tu jesteś. - Kobieta przywołała do siebie stertę futra, która zaczęła ocierać się o jej nogi. - Przepraszam za niego! Znikł rano i szukałam go prawie cały dzień. - Zakłopotała się, wykonując w powietrzu kilka ruchów ręką.
- Spokojnie… Najważniejsze, że się znalazł. - Przyznałem, delikatnie się uśmiechając. - Jednak to parking prywatny i nie powinno tutaj pani być. - Poinformowałem, zbliżając się do niej na krok. - Prosiłbym o niezwołczne oddalenie się.
- Tak, już nas tu nie ma. - Pokiwała twierdząco głową, ale zamiast odejść, uderzyła mnie czymś w brzuch. - Miło było cię poznać Maximilianie Hardcastle. - Wyjęła ze mnie zakrwawione narzędzie zbrodni. Nie mogąc utrzymać względnej równowagi, osunąłem się na granatowy asfalt, barwiąc go coraz bardzij szkarłatną cieczą. Uciskając poważną ranę, sięgnąłem po leżący na ziemi telefon, który z nie wiadomo czemu zaczął dzwonić do Gus.
- Czego? - Warknęła po trzecim sygnale.
- Ambulans. - Rzekłem łamiącym się głosem. - Gus… Ambulans… - Komórka wypadła mi z ręki, uniemożliwiając tym samym dalszą konwersację. Eh, w co ja się znowu wpakowałem?
Meric? Halp xd
- A co my tu mamy? - Mruknąłem pod nosem, wczytując się w treść SMSa od nieznanego mi wcześniej numeru. Spójrz w górę - przeczytałem, automatycznie wykonując dane polecenie. Stety lub niestety niczego tam nie znalazłem, a moje nogi mogły ze spokojem, przyprowadzić mnie do mrocznego Range Rovera. Miałem już do niego wsiadać, gdy nagle moje oczy zarejestrowały wygrzewającego się na masce kocura. Chcąc się go pozbyć, trąciłem palcem jego grzbiet, lecz nie przyniosło to zamierzonego skutku. Rudzielec, pacnął mnie pazurami w dłoń, pozostawiając na niej drobne rany. - Cholero jedna. - Zakląłem pod nosem, dostrzegając w oddali jego właścicielkę.
- Copper tu jesteś. - Kobieta przywołała do siebie stertę futra, która zaczęła ocierać się o jej nogi. - Przepraszam za niego! Znikł rano i szukałam go prawie cały dzień. - Zakłopotała się, wykonując w powietrzu kilka ruchów ręką.
- Spokojnie… Najważniejsze, że się znalazł. - Przyznałem, delikatnie się uśmiechając. - Jednak to parking prywatny i nie powinno tutaj pani być. - Poinformowałem, zbliżając się do niej na krok. - Prosiłbym o niezwołczne oddalenie się.
- Tak, już nas tu nie ma. - Pokiwała twierdząco głową, ale zamiast odejść, uderzyła mnie czymś w brzuch. - Miło było cię poznać Maximilianie Hardcastle. - Wyjęła ze mnie zakrwawione narzędzie zbrodni. Nie mogąc utrzymać względnej równowagi, osunąłem się na granatowy asfalt, barwiąc go coraz bardzij szkarłatną cieczą. Uciskając poważną ranę, sięgnąłem po leżący na ziemi telefon, który z nie wiadomo czemu zaczął dzwonić do Gus.
- Czego? - Warknęła po trzecim sygnale.
- Ambulans. - Rzekłem łamiącym się głosem. - Gus… Ambulans… - Komórka wypadła mi z ręki, uniemożliwiając tym samym dalszą konwersację. Eh, w co ja się znowu wpakowałem?
Meric? Halp xd
Etykiety:
Maximilian
poniedziałek, 26 sierpnia 2019
Od Maximiliana cd. Mercedes i Auguste
- Ugh, kiedyś przez was umrę. - Mruknąłem, wstając z niewygodnego krzesłą, które w głównej mierze chroniło mnie przed bolesnym upadkiem. Uważając na chwiejące się nogi, ruszyłem powolnym krokiem w stronę wyjścia, gdzie być może nie panował aż tak duży ruch.
- A ty gdzie? - Gus zmarszczyła czujnie brwi. - Nie mów mi, że w takim stanie chcesz sobie pójść do domu. - Dorzuciła, nie kryjąc narastającej w głosie irytacji.
- Nie wrócę do domu, ale chce się przewietrzyć. - Wyjaśniłem, kładąc rękę na srebrzystej klamce. Miałem już zwalniać mechanizm, który pchnąłby drzwi w przeciwnym kierunku, lecz w tym samym momencie rozdzwonił się mój telefon.
- Kto dzwoni? - Zainteresowała się Merci.
- Ojciec. - Odpowiedziałem, odruchowo blednąc. - Bądźcie cicho. Nie może się dowiedzieć, że tu jestem. - Przeciągnąłem palcem po ekranie, co zezwoliło mi na odebranie przychodzącego połączenia. - Cześć tato.
- Powiesz mi gdzie jesteś, czy wolisz, abym wysłał tam swoich ludzi? - Harvey warknął do słuchawki, nie mając zamiaru udawać spokojnego baranka.
- Będę za godzinę w domu. - Próbowałem zmniejszyć jego gniew.
- Do domu? - Parsknął śmiechem. - Do pracy Max! Jesteśmy w dupę z trzema klientami, bo tobie nie chciało się przyjść do firmy! - Robił mi wyrzuty, przez które nie czułem się zbyt komfortowo. Kiwając na to głową, w lekkim zakłopotaniu przygryzłem dolną wargę ust. Nigdy nie chciałem zawieść swojego rodzica, ale czasami i ja musiałem coś odwalić, żeby odreagować monotonne dni.
- Będę za dziesięć minut. - Rozłączyłem się, a następnie spojrzałem na wszystkich obecnych w lokalu ludzi. - Muszę jechać do pracy. Są wkurzeni, więc jeśli to przeżyję to będę miał farta. - Westchnąłem, drapiąc się po karku.
- Jak umrzesz rekwiruję ci dom. - von Lothringen klasnęła w dłonie, szykując sobie plany na przyszłość. Przewracając na to oczami, zerknąłem ze współczuciem na Marię, która w obecnej chwili wyjadała z pudełka ostatnie frytki.
- Jeśli Charles nie zasiedli go jako pierwszy. - Stwierdziłem, przechodząc przez próg studia. - Odbiorę cię później Mercedesie.
Merci?
- A ty gdzie? - Gus zmarszczyła czujnie brwi. - Nie mów mi, że w takim stanie chcesz sobie pójść do domu. - Dorzuciła, nie kryjąc narastającej w głosie irytacji.
- Nie wrócę do domu, ale chce się przewietrzyć. - Wyjaśniłem, kładąc rękę na srebrzystej klamce. Miałem już zwalniać mechanizm, który pchnąłby drzwi w przeciwnym kierunku, lecz w tym samym momencie rozdzwonił się mój telefon.
- Kto dzwoni? - Zainteresowała się Merci.
- Ojciec. - Odpowiedziałem, odruchowo blednąc. - Bądźcie cicho. Nie może się dowiedzieć, że tu jestem. - Przeciągnąłem palcem po ekranie, co zezwoliło mi na odebranie przychodzącego połączenia. - Cześć tato.
- Powiesz mi gdzie jesteś, czy wolisz, abym wysłał tam swoich ludzi? - Harvey warknął do słuchawki, nie mając zamiaru udawać spokojnego baranka.
- Będę za godzinę w domu. - Próbowałem zmniejszyć jego gniew.
- Do domu? - Parsknął śmiechem. - Do pracy Max! Jesteśmy w dupę z trzema klientami, bo tobie nie chciało się przyjść do firmy! - Robił mi wyrzuty, przez które nie czułem się zbyt komfortowo. Kiwając na to głową, w lekkim zakłopotaniu przygryzłem dolną wargę ust. Nigdy nie chciałem zawieść swojego rodzica, ale czasami i ja musiałem coś odwalić, żeby odreagować monotonne dni.
- Będę za dziesięć minut. - Rozłączyłem się, a następnie spojrzałem na wszystkich obecnych w lokalu ludzi. - Muszę jechać do pracy. Są wkurzeni, więc jeśli to przeżyję to będę miał farta. - Westchnąłem, drapiąc się po karku.
- Jak umrzesz rekwiruję ci dom. - von Lothringen klasnęła w dłonie, szykując sobie plany na przyszłość. Przewracając na to oczami, zerknąłem ze współczuciem na Marię, która w obecnej chwili wyjadała z pudełka ostatnie frytki.
- Jeśli Charles nie zasiedli go jako pierwszy. - Stwierdziłem, przechodząc przez próg studia. - Odbiorę cię później Mercedesie.
Merci?
Etykiety:
Maximilian
niedziela, 18 sierpnia 2019
Od Maximiliana cd. Mercedes i Auguste
- Odświeżamy jelenia. Na razie nie chce robić innych tatuaży. - Westchnąłem, podciągając rękaw swojej białej koszuli, aby móc ujrzeć podstarzałe dzieło Gus. Chociaż rogacz prezentował się imponująco, to miał już swoje pięć lat, przez co zaczął przeraźliwie blednąć.
- Spodziewałam się czegoś kreatywniejszego. - Zajęła się wymianą igły, która jeszcze nie tak dawno wbijała się w bok zadowolonej Marii.
- Kreatywniej już było. - Mruknąłem, wracając myślami do swojego miejsca pracy. Zapewne będę miał wpierdziel za opuszczony dzień pracujący, ale kto by się przejmował takimi pierdołami? Pracowałem, gdzie pracowałem, a jeden dzień nieobecności raczej nie powali firmy na kolana.
- Nie marudź. - Rzekła Cesarzowa, pochylając się nad moją ręką. - Znieczulenie?
- Chciałabyś. Czemu ciągle o to pytasz? - Usłyszałem cichy warkot maszynki, która po chwili zanurzyła się w moim przedramieniu. Nie odczuwając ogromnego dyskomfortu, zerknąłem w stronę ubranej już Cortezy. Eh, zdecydowanie lepiej wyglądała w samym staniku.
- Bo liczę, że się kiedyś zgodzisz. Bądź cicho i się nie ruszaj. - Zarządziła, skupiając się na swojej robocie. Nie chcąc jej denerwować, postanowiłem zachować magiczne milczenie, ułatwiające pracę nie jednemu artyście.
*****
Po skończonym zabiegu odczułem lekki głód. Cóż, przygotowane przeze mnie śniadanie nie było jakieś rewelacyjne, dlatego nic dziwnego, iż starczyło to mojemu żołądkowi jedynie na kilka godzin. Mając ochotę na dobry posiłek, spojrzałem wymownie na Merci, która skinęła na to jedynie głową.
- Idziemy na obiad. - Stwierdziłem, opierając się o blat drewnianego biurka. - A ty idziesz z nami. Nie możesz siedzieć ciągle w studiu. - Zwróciłem się do Gus, która raczej nie była chętna wychodzić do innych ludzi.
Merciiiii? :3
Etykiety:
Maximilian
poniedziałek, 12 sierpnia 2019
Od Maximiliana cd. Mercedesa i Auguste
Dzisiejszy dzień już od samego rana nie zapowiadał się zbyt dobrze. Brak śniadania, spóźnienie do firmy, trzy spotkania biznesowe i sterta papierów znajdująca się na moim biurku, wyssały ze mnie tyle energii, że mój organizm zaczął strajkować równo z wybiciem godziny siedemnastej trzydzieści. Chcąc zakończyć te męki, zostawiłem ostatni podpis pod zginającym się na trzy części dokumentem, co jak zwykle było moją jedyną przepustką, do opuszczenia jednego z najnowocześniejszych miejsc pracy w całym NY. Zjeść coś, umyć się i spać - pomyślałem, wsiadając do białego Audi, które w obecnej chwili nie miało żadnych zarysowań. Nie mając ochoty dłużej przebywać w tym miejscu, odłożyłem wyprasowaną marynarkę na siedzenie pasażera, tylko po to, aby chwilę później wygrzebać z niej wibrujący telefon.
- Nawet chwili spokoju - westchnąłem, odblokowując ekran czarnego iPhone’a - Mercedes? To ona jeszcze żyje? - zdziwiłem się, widząc imię kobiety, mrugające w górnej części wyświetlacza. Ostatnio z Marią widzieliśmy się prawie rok temu w Meksyku. Byłem tam w celu pozbawienia życia pewnej osoby, która zapewne do tej pory jest obgryzana przez malutkie rybki. Uśmiechając się na to wspomnienie, do mojej głowy dotarła także wizja zabawy alkoholowej, mającej miejsce w domu wspomnianej już dzisiaj Cortezy. Eh… Nasze spotkania raczej nigdy nie obejdą się bez dobrego trunku oraz głupiego zakładu, który w głównej mierze jest przegraną młodszej uczestniczki danego wyzwania. Wracając jednak do rzeczywistości. Treść SMS-a nie była zbyt skomplikowana, gdyż zawierała jedynie adres posesji, znajdującej się gdzieś na obrzeżach miasta. Nie wiedząc o co może jej tym razem chodzić, postanowiłem udać się w owe miejsce, żeby dokładniej przyjrzeć się tej dziwnej sytuacji. Rozluźniając swoje mięśnie, powoli opuściłem miejsce parkingowe, aby bez większych ceregieli włączyć się do pasa szybkiego ruchu.
*****
Po niecałych dwudziestu minutach stałem przed średnich rozmiarów rezydencją, otoczoną z wszystkich stron solidnym murem. Zza ogrodzenia mogłem dostrzec też sylwetki dwóch masywnych psów, które z czujnością przybiegły pod błyszczącą w półmroku bramę.
- Dutchie chce bananka? - Kucnąłem naprzeciwko holenderki, pokazując jej swoje drugie śniadanie. - Urosło ci się bestio. - Wcisnąłem jej przez pręty podłużny owoc, który natychmiastowo spałaszowała.
- Archie możesz nie dokarmiać mi psów? - Rozbawiony głos Merci wdarł się do moich uszu niczym huk ogłuszającego granatu. - Tęskniłam głupku! - Otworzyła furtkę, co pozwoliło jej na mocnego przytulasa. Nie chcąc zostać dłużnym, zamknąłem ją w szczelnym uścisku swych rąk, nie martwiąc się tym, że puszysty kangal obwąchuje moje nogi.
- Ja też za tobą strasznie tęskniłem - przyznałem, pocierając kciukiem kawałek jej pleców. - Widzę tu nowe dziecko. - Zaśmiałem się, mówiąc o pałętającym się pod nogami kudłaczu. Z pyska przypominał trochę jedną z głów pupila Hagrida, tylko może ten łeb był ciut jaśniejszy?
- Fluffy’ego nie dasz rady przekupić bananem. - Pokręciła głową, pokazując przy tym śnieżnobiałe zęby. - On jest mięsożercą. Woli mięso, mięso i chyba mięso. - Puściła mnie, wracając do poważniejszej obserwacji mojego ubrania. - Ubrałeś się jak na pogrzeb. Wejdziesz do środka? Mam piwo. - Dodała dość szybko, gubiąc się w części wypowiedzianych przez siebie słów.
- Ej, ej, spokojnie. - Powstrzymałem ją od dalszego słowotoku. - Byłem dzisiaj w pracy, dlatego wyglądam jak korpoświr. Wejść, wejdę, ale czy mnie później wypuszczą? - Przybrałem minę zbitego szczeniaka, proszącego swojego właściciela o drugą szansę. Na odpowiedź Meksykanki nie czekałem zbyt długo, ponieważ niemalże w tej samej chwili zostałem wciągnięty na zielone podwórze, ozdobione gdzieniegdzie kolorowymi kwiatami. Trzymając jej zgrabną rękę, weszliśmy do nowoczesnego budynku, gdzie panował jeszcze niezły rozgardiasz. - Nie sądziłem, że przeprowadzisz się do Nowego Jorku. - Bez najkrótszego pytania otworzyłem srebrną lodówkę, z której wyjąłem dwie butelki sześcioprocentowego “soczku”.
- Tak jest wygodniej. - Odebrała ode mnie szkło. - Mam tu jeszcze trochę syfu, ale na dniach się to ogarnie. - Kopnęła karton w kąt kuchni, klnąc na niego pod nosem. - Jak mówiłam wszystko się ogarnie, a teraz oddaj mi kluczyki. - Wyciągnęła przed siebie dłoń, a na mojej twarzy pojawiło się niemałe zdziwienie.
- A po co ci one? - Rozpiąłem uwierający guzik koszuli, aby następnie wziąć łyk pobudzającego napoju.
- Po pijaku nie będziesz prowadził. Oddam ci je, jak wytrzeźwiejesz. - Wsunęła rękę do mojej kieszeni, zdobywając samodzielnie swoją zdobycz. - I po kłopocie. - Odłożyła je na najwyższą półkę drewnianego regału, żebym w późniejszym czasie nie miał do nich nawet najmniejszego dostępu. Przewracając oczami, wzniosłem ku górze swoją flaszkę, tworząc tym samym coś w rodzaju toastu.
- Za nowy dom?
- Za nowy dom.
*****
Następnego dnia obudziłem się przez nachalne promienie słoneczne, które celowo padały na moją twarz. Nie mogąc od nich uciec, leniwie rozszerzyłem swoje powieki, co było pierwszym krokiem do zobaczenia śpiącej obok mnie Marii. Uważając na przygniecioną jej głową rękę, odnalazłem na stoliku nocnym swój telefon. Była dopiero ósma trzydzieści, a ja najprawdopodobniej znowu byłem spóźniony do pracy. Wzdychając cicho, przejrzałem jeszcze ciąg SMS-ów pisanych wczoraj do Gus i jak się okazało, byłem za godzinę umówiony na dwa tatuaże.
- Merci, skarbie wstajemy. - Potarłem dłonią opalony policzek dziewczyny, której (tak samo jak mi) nie chciało się ruszyć z łóżka. - Pamiętasz ten zakład z tatuażem? Czas go zroooobiiiiiić.
- Czemu tak szybko? - Wyjęczała, zakrywając się po uszy kołdrą. - Zrób mi śniadanie, czy coś. - Wypchnęła mnie z posłania, co związało się z delikatnym bólem kręgosłupa.
- Bo nas wczoraj umówiłem! - Wziąłem do ręki koszule, niedbale ją na się je narzucając. - Ja robię dzisiaj, ty robisz jutro. - Poszedłem do kuchni z zamiarem ugotowania czegoś, co będzie w miarę proste i nie będzie szło za tym duże ryzyko spalenia kuchni.
*****
Wchodząc do Helheim Tattoo, spodziewałem się wielu rzeczy. Cesarzowa miała wiele zwierzaków, lecz tym razem przywitał nas sam Munin, który na nasz widok głośno się wydarł.
- Cześć Gus! - Przepuściłem w drzwiach Mercedesa, który wolał uniknąć wzroku nowej osoby.
- Mówiąc niespodzianka, miałeś na myśli człowieka? - Skrzywiła się, zapisując coś w swoim notatniku śmierci. Cóż, nie od dziś było wiadome, że Maxence nie przepadała za ludźmi. Zdecydowanie wolała przebywać w swoim domu, gdzie mogła tworzyć nowe projekty i rozwodzić się nad nowymi grami oraz filmami, które od zawsze były jej konikiem.
- To nie jest jakiś tam człowiek. To Mercedes i raczej się polubicie. - Posłałem jej łagodny uśmiech, który lekko odwzajemniła.
- To co dzisiaj robimy? - Zmieniła temat, transformując się w szefa własnego studia.
Mercedesie? ^.^
Etykiety:
Maximilian
niedziela, 11 sierpnia 2019
Maximilian Archie Hardcastle
Imię i Nazwisko: Maximilian Archie Hardcastle.
Przezwiska: Max, Arch.
Wiek: 25 lat
Płeć: Mężczyzna.
Pochodzenie: Amerykanin urodzony w Norwegii.
Głos: Jensen Ackles - Brother
Praca: Ponieważ ojciec Maxa to don jednej z najpotężniejszych mafii Nowego Jorku, chłopak nie musi martwić się o zawartość portfela. Z przyczyn osobistych zasiadł jednak na krześle prezesa w firmie swojego wujka, zajmującej się przemysłem farmaceutycznym.
Charakter: Max nie jest z pewnością osobą, która wybacza zdrady. W razie potrzeby jest w stanie wyciągnąć na światło dzienne wiele brudów danego delikwenta tylko po to, aby go doszczętnie zniszczyć. Zwykle szczery, nie bojący się ranić innych nieprzyjemną dla duszy prawdą. Po ojcu otrzymał w genach ogromną upartość oraz zaciętość, co przydaje się we wszelkiego rodzaju kłótniach. W stosunku do nowo poznanych osobników bywa strasznie nieufny. Na samym początku znajomości, każdy twój gest będzie decydował o tym, czy dożyjesz następnego dnia. Jego zaufanie da się zdobyć dopiero po kilku tygodniach, kiedy będzie w stanie wyrobić sobie o tobie jakieś zdanie. Od małego był wychowywany wśród różnych gatunków zwierząt, dlatego nie dziwne jest to, że kocha te pocieszne, mordercze kulki. Nigdy nie wątpi w poczucie własnej wartości, a w jego wypowiedziach czuć ogromną pewność siebie. Sam określa się jako rasowego realistę, gdyż nie umie patrzeć na świat przez różowe, bądź czarne okulary. Ma mocną głowę, dlatego spicie go graniczy niemal z cudem. Zwykle działa zgodnie z planem, lecz zdarzają mu się częste odstępstwa od tej reguły. Odkąd pamięta był dość pracowitą i sumienną osobą, która nie tolerowała sprzeciwu swoich "podwładnych". Będąc zirytowanym, nie jest w stanie opanować swojej wredoty oraz oschłości, kierowanej w tej sytuacji w stronę towarzyszących mu obecnie ludzi. Archie to zdecydowanie osoba lubiąca imprezować, ale zna swoje możliwości. Jeśli jutro czeka go ciężka praca, zwinie się wcześniej do domu, a przede wszystkim mniej wypije. Kiedy poznasz jego druga stronę, jesteś w stanie stwierdzić, że Hardcastle jest odpowiedzialnym i dojrzałym mężczyzną, gotowym rozwiązać wszystkie spory międzyludzkie.
Wygląd: Arch to atrakcyjny mężczyzna mierzący równe 187 cm wzrostu. Z natury blondyn o niebieskich, wręcz błękitnych oczach, w których zakochała się już niejedna kobieta. Niewielka wada wzroku zmusza go do używania soczewek, lecz jak sam twierdzi, nie przeszkadza mu to w codziennym życiu. Oprócz kilku blizn, na jego ciele idzie odnaleźć trzy tatuaże, które wyszły spod ręki jego przyjaciółki. Pierwszy z nich przedstawia znak rodziny mafijnej Castellów klik, drugi imponującego jelenia klik , natomiast ostatni to zwykłe litery, układające się na wskazującym palcu w napis “Bella Ciao”.
Zainteresowania/Hobby: Archie od najmłodszych lat pasjonował się łucznictwem oraz bieganiem na długie dystanse. Z czasem dołączyły do tego również sporty walki, a nawet pływanie, które pielęgnuje do dziś. Nie da się ukryć, że interesują go także produkcje Marvela i książki kryminalne, które wypełniają większość półek w jego pokoju. Ciekawi go również medycyna sądowa, dlatego nie obcy jest mu widok rozkładających się zwłok.
Rodzina:
- Ojciec - Harvey Rayan Hardcastle - ojciec chrzestny rodziny Castellów uważanej do dziś za najlepszych graczy. Ze swoim najstarszym potomkiem ma wspaniały kontakt, może dlatego, że chce mu kiedyś przekazać rodzinne interesy.
- Matka - Monica Rachel Hardcastle - trzecia żona Harvey’a, która jako pierwsza dała mu potomków. Z natury jest bardzo spokojną i tolerancyjną kobietą. Hardcastle'a spotkała na ostatnim roku studiów i bez pamięci się w nim zakochała.
- Wuj - David Nathan Hardcastle - brat Harvey’a będący podszefem nowojorskiej mafii. Posiada własną firmę farmaceutyczną, która w obecnych czasach odnosi duże sukcesy na światowym rynku.
- Młodszy brat - Charles Hardcastle - siedemnastoletni brat Maxa przebywający obecnie w Chicago. Od roku utrzymują ze sobą jedynie kontakt internetowy.
Partner: Brak.
Zakochany: Chociaż w swoim życiu miał wiele kobiet, to nigdy się w nich szczerze nie zakochał.
Orientacja: Heteroseksualny.
Inne:
> Najprawdopodobniej posiada tylko dwójkę dzieci.
> Wbrew pozorom ma bardzo dobre kontakty z ojcem, który na swój sposób go wspiera.
> Potrafi komunikować się w czterech językach obcych: francuskim, norweskim, włoskim i hiszpańskim.
> Ukończył studia farmaceutyczne.
> Uwielbia seriale! Jego ulubionymi są: Kości, Dom z papieru, Lucyfer oraz Supernatural.
> Wyznaje prawosławie.
> W wieku pięciu lat ukradł Harvey’owi glocka, którym prawie zastrzelił ich kota.
> Nagminnie pali papierosy.
> Jego pierwszy tatuaż pojawił się, gdy ten miał 15 lat.
> Nigdy nie odmawia niczego Mercedesowi. Nawet kupienia tęczowej alpaki.
> Od zawsze chciał mieć węża, lecz posiadanie kruka, lisa i psa całkowicie mu wystarcza.
> Jest obeznany z bronią palną i białą.
Historia: Urodził się 15 marca 1994 roku, jako pierwsze dziecko państwa Hardcastle. Chociaż wpływ na jego początki miała chłodna Norwegia, to już po tygodniu tę rolę przejęły ciepłe Stany Zjednoczone. W końcu kto mógł przewidzieć, że mały Max przyjdzie na świat dwa tygodnie wcześniej niż nakazywał termin? Jego dzieciństwo było wręcz idealne. Ciągle nowe zabawki, ochrona, najlepsi nauczyciele, a przede wszystkim kochani rodzice, którzy w pierwszych latach jego życia nie spuszczali go z oczu. Mijały lata, a dojrzewający Archie, zaczął dowiadywać się coraz więcej o swojej przestępczej rodzinie. Nie chcąc zawieść ojca, przyłożył się bardziej do nauki, aby zacząć szybciej pomagać mu w sprawach, w których nie udzielali się zwykli ludzie. W swoim życiu odbył wiele podróży. Nie ważne, czy był to Meksyk, czy Brazylia, on zawsze wracał z pozałatwianymi sprawami. Poza pracą korzystał także ze swojego życia towarzyskiego, co zakończyło się przyjściem na świat dwójki jego dzieci. W międzyczasie uniknął jeszcze więzienia stanowego oraz kolejnej śmierci, w postaci strzału w głowę. A co się dzieje z nim teraz? Teraz, przesiaduje głównie w Nowym Jorku, myśląc o tym, czy dożyje błogiej trzydziestki.
Pojazd: Archie posiada wiele samochodów, ale z pewnością jego ulubionymi są: Audi R8 i Range Rover Sport .
Pupil: Lucyfer, Loki, Cerber.
Steruje: Immortal (chat) cottonpicking.email@gmail.com
Pupil
Imię: Lucyfer.
Wiek: 2 lata.
Rasa: Kruk.
Charakter: Lucyfer z pewnością nie należy do ptaków, które uwielbiają nowo poznanych ludzi. Na palce nieznajomego automatycznie reaguje dziobem oraz rozstawieniem czarnych skrzydeł. Lucy jak to kruk jest strasznie inteligentny. Kiedy doskwiera mu nuda, jest w stanie otworzyć bez niczyjej pomocy kilka pudełek lub dopasować kształty klocków w kostce dla dzieci. Max nauczył go kilku krótkich melodii, którymi lubi torturować jego bolącą głowę. Często siada na ramieniu swojego pana, prosząc go o przeróżne pieszczoty.
Ciekawostki:
Został sprowadzony z Norwegii.
Nauczony do spacerów na smyczy.
Imię: Loki.
Wiek: 2 lata.
Rasa: Lis marmurowy.
Charakter: Loki to zdecydowanie odworność Lucyfera. Zakochuje się w każdym napotkanym człowieku, jeśli ten podaruje mu choć trochę miłości. Lis jest dość mocno związany ze swoim właścicielem i usilnie próbuje przejąć jego całą uwagę. Kocha niszczyć zużyte opakowania oraz nurkować w koszu na śmieci, co jak idzie się domyślić, nie kończy się zbyt dobrze. Praktycznie nigdy nie jest cicho, a jego nocne gadanie denerwuje nieprzyzwyczajonych do tego ludzi.
Ciekawostki:
Uwielbia jeść jagody i drobne myszy.
Kocha śnieg.
Imię: Cerber.
Wiek: 4 lata.
Rasa: Husky syberyjski.
Charakter: Cerber to typowy leń lubiący wylegiwać się całymi dniami w swoim posłaniu. Zwykle wydaje się mieć gdzieś swojego właściciela, lecz jeśli chodzi mu o spacer, bądź jego obronę nigdy nie odmówi. Nie ma nic przeciwko przebywaniu wśród innych zwierząt, co jasno pokazuje tolerując Lucyfera i Lokiego. W jego przypadku ruchu nigdy za wiele, dlatego każda okazja do wyjścia na dwór wiąże się z jego ogromną aprobatą. Przy małych dzieciach przemawia przez niego agresja, więc trzeba go w ich towarzystwie bardzo pilnować. W młodości był straszną rozrabiaką, niszczącym wszystko co stanęło mu na drodze.
Ciekawostki:
Nauczony ciągnięcia zaprzęgu z innymi psami.
Jedną z jego ulubionych nagród jest jabłko.
Etykiety:
Maximilian,
Nowi
Subskrybuj:
Posty (Atom)



