Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anastazja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anastazja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2019

Od Anastazji CD Hero

Uniosłam brwi z uznaniem. Nie znałam zbyt wielu osób, które dobrze bawiły się bez alkoholu. 
– A ja nie muszę się bawić, by pić – odpowiedziałam z teatralną dumą. Skwitowaliśmy tą wymianę zdań lekkim śmiechem. 
– Cześć, jestem Anna – zza moich pleców wysunęła się chuda dłoń z pomalowanymi na czerwono paznokciami, a zaraz za nią śliczna twarzyczka mojej przyszywanej siostry.
– Miło mi cię poznać – Hero ujął jej dłoń i uścisnął. 
– Nastka sporo nam o tobie opowiadała – dziewczyna zaśmiała się perliście i puściła mi oczko. Syknęłam jej w odpowiedzi. Czasami miałam ochotę walnąć ją w głowę, szczególnie gdy tak wybiegała z wyobraźnią poza rzeczywistość. Nie szukałam faceta, już nie. Przynajmniej dla siebie, bo Annie to by się chyba jednak przydał. Od dawna już nie ukrywała przede mną tego, co tak starannie chowa przed innymi w szufladzie na bieliznę. 
– Mam nadzieję, że same pozytywy – Hero zerknął na mnie z półuśmiechem. 
– No oczywiście, ma się rozumieć!
Wypiłyśmy jeszcze po jednym szocie, po czym ciemnowłosa złapała naszego towarzysza za rękę i pociągnęła na parkiet. Ja musiałam udać się do łazienki, miałam manię sprawdzania, czy na pewno dobrze wyglądam. Przy stłumionej muzyce usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Wyjęłam go z torebki i spojrzałam na wyświetlacz. Znałam ten numer. 
– Zaczekaj chwilę, wyjdę na zewnątrz. 
Poczułam na policzkach chłodne powietrze. Odkryłam ramiona chustą w kratę. Przyłożyłam telefon do ucha. Po drugiej stronie słyszałam tylko napiętą ciszę. 
– Dawno się nie odzywałeś. Może zechcesz mi… Ach tak?… Ogarnąłeś kamienie? Ile jeszcze mam czekać, aż je sprzedasz?… Reszta ekipy też się niecierpliwi. Rozmawiałam ostatnio z bratem, pytał, kiedy się zrewanżujesz. Należy mu się spory procent, naraził się… Słuchaj. Wisisz mi zajebiście dużo kasy, Roman. Masz się sprężyć. Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, ale do końca miesiąca mam mieć okrągłą sumę na koncie. 
Rozłączyłam się, nie czekając na odpowiedź. Byłam zdenerwowana. 
O mojej "działalności" z dziewczyn wiedziała tylko Anna. I to niechcący, choć jej reakcja była raczej nieoczekiwanie pozytywna. Wyjechałam z Rosji, to była moja ostatnia akcja. Przypadkiem wplątałam w nią mojego brata, ale ulżyło mi, gdy zrozumiałam, że nie jest już na to za młody. Nigdy nie miałam problemów z prawem. Może dlatego, że byłam w niesamowicie dobrej ekipie. 
Wróciłam do środka. Przy barze siedział Hero i gadał z jakimś facetem. Usiadłam dwa miejsca dalej, nie chcąc przeszkadzać. Rozejrzałam się po sali. Niedaleko przed DJ-em zobaczyłam krwistoczerwoną sukienkę Anny, koło niej tańczyła reszta moich dziewczyn. Zawsze padało to określenie. Moje dziewczyny, którakolwiek z nas tego nie mówiła.
– Polać ci? Wydajesz się być czymś poruszona. 
Drgnęłam, krzyżując spojrzenia z brunetem. Chwilę mi zajęło skojarzenie znajomej twarzy. Nawet nie zauważyłam, kiedy przestał rozmawiać z obcym dla mnie mężczyzną. 
– Poproszę. 
– Stało się coś?
– Nie. Znaczy nic konkretnego. Niespodziewane telefony, starzy znajomi, wiesz, jak to czasem jest. 
Hero przygotowywał jeszcze trochę alkoholu na zapas, gawędząc ze mną o "dawnych czasach". W zasadzie, sporo się przecież zmieniło odkąd byłam dzieckiem. 
– Twoi znajomi nie mają nic przeciwko, że mniej z nimi dzisiaj siedzisz?
Chłopak postawił przede mną kieliszek, którego zaraz wzięłam w dłoń.

Hero?

wtorek, 3 września 2019

Od Anastazji CD Michaela

Niby byłam przyzwyczajona do grania przed ludźmi, to prawda. Jednak w momencie, gdy Michael poprosił, bym coś zagrała, poczułam dziwny, ale nie paraliżujący stres. W zasadzie stres to trochę dużo powiedziane. 
Chwilę zastanawiałam się, co mogłabym zagrać solo. Wpadła mi do głowy piosenka, którą zaczarowałam dziewczyny, właściwie nie wiem, dlaczego. Była prosta, ale to ona zadecydowała o moim przyjęciu do zespołu. Dołączyłam jako ostatnia, szukały nowej wokalistki. 
Lorde była jedną z moich ulubionych piosenkarek, a właśnie "A world alone" najchętniej słuchałam. Nie mogłam się powstrzymać i podśpiewywałam tekst. Po chwili już nie tylko cicho pod nosem. Moja wersja gitary elektrycznej była mocno wzbogacona, żeby całość nie brzmiała tak, jakby czegoś brakowało. Parę osób znów chciało wrzucić pieniądze, ale Michael zaraz je im oddawał. 
– Jaki team – zaśmiałam się, oddając mu gitarę. Jezu, czy kiedykolwiek przestanę się tak nieustannie szczerzyć? Nie miałam do tego nawet powodu.
– Nawet dobrze grasz. 
– Dzięki – uśmiechał się, choć nie byłam w stanie odgadnąć, co myśli. Mój wiecznie trwający niepokój i krytycznie niska samoocena wmawiały mi, że śmieje się w duchu z nieudolnego grania. 
Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę, dziwiąc się, że czas tak błyskawicznie upłynął. 
– Cholera, chyba muszę wracać. Niedługo mamy z dziewczynami granie, a obiecałam, że trochę poćwiczymy. Sąsiedzi nas znienawidzą – znów zaśmiałam się, tym razem sarkastycznie. Chwilę zastanawiałam się, czy to powiedzieć, jednak Michael był jedynym do tej pory muzykiem w Nowym Jorku, którego poznałam. Przydałaby się choćby szczera opinia, choć to nie miał być przecież nasz pierwszy występ. – Właśnie, jeśli będziesz miał czas i ochotę to możesz wpaść. Chyba że to nie twoje klimaty, klasyk i Lana Del Rey, ale jeśli ci to nie przeszkadza - będziemy grać z moimi koleżankami dziś wieczorem w tym sporym pubie na ulicy obok – wskazałam wzrokiem  odpowiedni kierunek. – O, i jeśli nie masz nic przeciwko wężom.
Boo musiałam zabrać ze sobą, bo chciałam przestrzegać godzin podawania mu lekarstw, biedak się nieco zaprawił. Po graniu natomiast obiecałam dziewczynom tequilę. Znowu się zamyślałam, to chyba nigdy mnie miało nie opuścić. 
Chłopak spojrzał na mnie dziwnie, chyba po tej części z wężami. Gdy się chociaż odrobinę stresowałam, nawijałam jak katarynka. Po dłuższym poznaniu jednak mi to mijało. 
– Jeśli nie, to możesz przyjść choćby czegoś się napić, bo teraz muszę lecieć – wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. 

Michael?

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Od Anastazji cd Hero

Patrzyłam na chłopaka chwilę w milczeniu, mrużąc oczy z uśmiechem.
– Nie wydaje mi się, by słońce jeszcze świeciło – udał, że się rozgląda. Zaśmiałam się cicho.
– Masz rację. Dziękuję – uśmiechnęłam się lekko. W głębi duszy przyznałam, że sama może trochę bym się bała wracać. Chłopak wyjął telefon, by sprawdzić, która godzina. Wyrwałam mu go z ręki i w kontaktach wpisałam swój numer. Nawet nie protestował.
– Tak w razie gdybyś nie miał komu polewać, chętnie wpadnę – rzuciłam, na co prychnął z uśmiechem. – I jeszcze raz dziękuję.
Hero wystawił policzek i wskazał go palcem. Zaśmiałam się, zdjęłam bluzę i wcisnęłam mu ją w ręce. Skierowałam się w stronę domu. Zatrzymałam się jednak i odwróciłam głowę.
– Dobranoc. I uważaj na siebie.
Chłopak w odpowiedzi puścił mi oczko. Weszłam do mieszkania, uśmiechając się nieświadomie.
Nie jarałam się każdym poznanym chłopakiem, ja nie z tych. Ale każdej poznanej osoby, którą uznałam za choćby w porządku - trochę. Może przez fakt, że taka osoba musiałaby również mnie uważać za taką "w porządku". Czasem ciężko mi w to było uwierzyć. W moim mniemaniu byłam raczej dosyć nudna.
– Rany, jesteś wreszcie. Dzwoniłam do ciebie – Anna wyrwała mnie z zamyślenia. Z salonu wyszła za nią Wera z talerzem pełnym gofrów.
– Chodź, nażremy się jak głupie. Jest bita śmietana, owoce i nutella.
Owoców nie lubiłam, ale słodycze zawsze mnie przyciągały. Można mnie było nimi przekupić.
Usiadłam z dziewczynami i Minerwą na kanapie. Kotka wbiła zęby w moje ramię.
– Ej, przepraszam, że tak długo mnie nie było, dobra? Daj spokój.
Futrzana kulka usiadła naburmuszona obok mojego uda.
– Kicia, pachniesz facetem.
Dziewczyny wybuchły śmiechem. Anna tylko przysunęła się bliżej z uśmiechem.
– Daj spokój, kolega tylko pożyczył mi bluzę. Zimno było. – w duchu śmiałam się z zachwytu przyjaciółek. Wcisnęłam gofra w usta.
– Ładne perfumy ma, możesz mu to powiedzieć.
– Sama mu to powiesz, jeśli pójdziecie ze mną do klubu, Wera.
Telefon na stoliku zawibrował. Wzięłam go do ręki.
Od: Nieznany
Dobranoc, Kopciuszku :)
Uśmiechnęłam się pod nosem i zapisałam numer Hero. Miałam zamiar następnym razem przyprowadzić swoje towarzyszki. Nawet jeszcze w tym tygodniu.

(Hero?)

piątek, 16 sierpnia 2019

Od Anastazji CD Michaelax

Przechadzałam się ulicą, nucąc sobie jedną z rosyjskich piosenek ludowych. Tu, w Nowym Jorku nikt nie zorientował się, że jestem przyjezdna, dopóki nie usłyszał, jak się nazywam. Uwielbiałam uczyć się innych języków i miałam do tego pewien talent, szczególnie do podłapywania akcentów. Jedyną do tej pory napotkaną przeze mnie barierą był niemiecki. Pamiętałam z niego tylko jedno słowo. 
Poprawiałam lekką spódnicę w romby khaki, gdy usłyszałam znajome mi dźwięki. Gitara elektryczna, gdzieś za rogiem. Przypomniała mi, że tego dnia miałyśmy z dziewczynami przygrywać w jakimś pubie, bo ciężko nazwać klubem niewielkie miejsce w stylu western czy country, które znalazła Wera. Nie spieszyło mi się jeszcze, więc poszłam w miejsce, z którego dochodziły dźwięki gitary i zobaczyłam młodego chłopaka, grającego jakąś piosenkę. Wyciągnęłam z kieszeni spódnicy kilka dolarów i wrzuciłam do futerału. Przeszłam kilka kroków, ale zatrzymał mnie melodyjny głos.
– Przepraszam, ale weź pieniądze - krzyknął do mnie chłopak, szybko podchodząc. Przyjęłam banknoty z powrotem. 
– To dlaczego grasz na ulicy, jak nie dla zarabiania pieniędzy? - zapytałam. Do tej pory nie spotkałam się z takim "oporem", a i zawsze lubiłam w pewien sposób docenić umiejętności muzyka. 
– Tak dla przyjemności w sumie, powracanie do starych nawyków czy coś takiego - powiedział, wzruszając ramionami.
– Rozumiem.
Uśmiechnęłam się pod nosem, odwracając wzrok od rudowłosego. Nie ruszył się z miejsca, choć sprawiał wrażenie, że dziwnie mu było rozmawiać z obcą osobą. A może po prostu z człowiekiem? Cóż, ja miałam czasem fazy siedzenia w samotności i nawijania tylko do Boo, bo Minerwa sama do mnie "mówiła" . Rzadko rozmawiałam z nieznajomymi, z którymi nie spotkałam się przy barowej ladzie i nieco się spięłam. Mój wzrok powędrował na gitarę elektryczną. Przypominała mi jedną z tych od Gibsona, czyli niezły towar.
– Marty'ego Robbinsa raczej na tym nie zagrasz, co? – zaśmiałam się cicho. Lubiłam różną muzykę, a tego pana fanką byłam od dłuższego czasu. Anna miała różne gitary, pamiętam minę jednego taksówkarza, który pakował je wszystkie do bagażnika - na jednym z jej banjo umiałam zagrać parę piosenek Robbinsa. 
– Nie tym razem – chłopak uśmiechnął się lekko. Nie oczekiwałam, że słyszał jakąś jego piosenkę i byłabym nieźle zaskoczona, gdyby naprawdę wiedział, o czym mówię. – Ale jeśli trafisz na mnie, gdy będę miał ze sobą inną gitarę to może zagram coś na życzenie – ten uśmiech był nieco szerszy. 
– Zapamiętam ci to – uniosłam lekko brwi i kącik ust. – Anastazja jestem, tak żebyś mógł później zweryfikować czy coś – zażartowałam. Naprawdę się zastanawiałam, dlaczego aż tak często się uśmiecham i czasem można ze mną pożartować. Nawet na wyrost. A śmiejący się Kurt Cobain? Zastanawiające, nieprawdaż?
– Michael – wyciągnął do mnie rękę, ściągając mnie tym na ziemię.

(Michael?)

wtorek, 13 sierpnia 2019

Od Anastazji CD Hero

Siedziałam na stołku przy barze i (w większości) facetach, którzy niecierpliwie pospieszali młodego barmana. Spojrzałam na kieliszek z szotem, moim pierwszym w Nowym Jorku. Podniosłam naczynko i wychyliłam alkohol, nie krzywiąc się. Już wcale się nie krzywiłam, choć nie wiem, czy takie "doświadczenie" jest powodem do dumy. 
– Chyba masz niezły gust, jeśli chodzi o alkohol – zaczepiłam bruneta. Ten wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Więc może jeszcze jednego? Na nasz koszt – nie czekając na moją odpowiedź, barman nalał kolejnego szota i podsunął mi, po czym zajął się innymi klientami. Bywały dni, kiedy sama flirtowałam z facetami, których nigdy później miałam nie zobaczyć. Teraz jednak chciałam się po prostu napić. Nie wyglądałam wyzywająco - to do mnie niepodobne - ale nieraz słyszałam, że czysta elegancja i zakolanówki pod prostą sukienką nie są wiele gorsze. 
Z zamyślenia wyrwał mnie nie kto inny, lecz barman. Podparł się łokciem o blat przede mną. 
– A co taka ładna, młoda dziewczyna robi sama w klubie? – Nonszalancki śmiech nie schodził mu z twarzy. 
– Nie mam zamiaru długo tu zostawać – wlałam w siebie drugiego szota, odstawiając kieliszek ze stukotem. Chłopak uniósł jedną brew z uznaniem. – Jeszcze jednego.
Brunet, nie odwracając się ode mnie, wyciągnął nową butelkę wódki. Mogłam mu się bardziej przyjrzeć. Lubiłam obserwować ludzi, choćby z ciekawości, chociaż popatrzeć na "ładnych chłopców", jak to określałam z moją przyjaciółką Anną, też było miło. A ten przede mną był na pewno z tych "ładnych". 
– Czekaj – wyciągnęłam trzydzieści dolarów i położyłam na ladzie, przysuwając je do barmana. Ten spojrzał na banknoty i sceptycznie zapytał:
– Jesteś pewna? To dosyć tani szot. 
– Jak będę miała dość to włożysz mi resztę do torebki i wyniesiesz na rękach – trochę nie wierzyłam, że powiedziałam to na głos. 
Chłopak zaśmiał się i zabrał pieniądze. 
Po kilku szotach nie musiałam się zmuszać do uśmiechu, facet siedzący z kolegą obok mnie zadeklarował, że mnie odprowadzi do domu, jeśli będę chciała. 
– Ona już ma towarzysza – puścił do mnie oczko z bezczelnym uśmiechem. 
Nie jestem pewna, co do mnie powiedział, bo było już głośno. Jego mina jednak dała mi do zrozumienia, że to było coś, co by mi się nie spodobało, nawet po pijaku. Raczej nie proponował mi "minutki na zapleczu", ale często uwagi, które słyszałam w Rosji, a które miały być komplementem, rewanżowałam liściem w twarz. Nie lubiłam chamstwa i bezczelności, choć po pijaku i tak było mi je łatwiej przyjąć. 
Wstałam, zachwiałam się, złapałam kieliszek, posłałam brunetowi szeroki, kpiący uśmiech i wyszłam z klubu. Nie byłam pijana. Zawsze pierwsza u mnie wysiadała koordynacja ruchowa. Przeszłam ledwie parę kroków, a drzwi klubu otworzyły się za mną. 
– Nieładnie tak uciekać bez pożegnania. 
Rozpoznałam głos barmana, który przez ostatnią godzinę poświęcił mi sporo swojej uwagi. Może że względu na fakt, że z barowego stołka wstałam tylko raz, do toalety. Odwróciłam się. Brunet uśmiechał się, a ten uśmiech znów mogłam nazwać tylko nonszalanckim. 
– Nie zapomniałaś czegoś? Może to teraz weź, nie chcę kłopotów w pracy. 
Moja torebka. 
Brawo, sieroto. Przynajmniej wyszłabyś "z klasą", ale nie, bo po co. 
Wzięłam do ręki torebkę. Zauważyłam, że ma tatuaż na nadgarstku i palcu. Nie skomentowałam tego. 
– Dzięki – odwróciłam się i poczułam, że prócz torebki mam w dłoni jeszcze kawałek papieru. Karteczkę z napisem: "Hero". Zaśmiałam się w głos. Domyśliłam się, że to jego imię. 
– Och, mój ty bohaterze. – Wcześniej, przy barze, dałam pokaż swoim wrodzonym umiejętnościom flirciarskim. Prawie nigdy jednak nie mówię niczego na poważnie w tym rodzaju rozmów. Tym razem jednak spojrzałam na chłopaka przenikliwym wzrokiem. 
– Anastazja. Teraz lepiej wracaj do swoich narwanych klientów, ja może jeszcze kiedyś wpadnę. Po takiego szota. 
Wypowiadając ostatnie zdanie, odwróciłam się i ruszyłam wolnym krokiem. 

(Hero?)

Od Anastazji CD Cassandry


Nie mogłam uznać tego dnia za zbyt pożyteczny. Wstałam, ogarnęłam się, nakarmiłam kota, wyjęłam węża z terrarium. Przy okazji starałam się nie obudzić współlokatorek. Było dosyć wcześnie, przynajmniej jak na mnie. 
– Boo, ciocia Minerwa cię dziś przypilnuje. Muszę kupić ci jedzonko – położyłam sobie węża na barku i skierowałam się do łazienki. Zawiązałam na głowie bandankę, uważając, by nie zawadzić o pupila, po czym założyłam jeden ze swoich ulubionych strojów - ciemną spódnicę w kratę, sięgającą lekko za kolana i czarny, cienki golf. Boo go uwielbiał. Szczególnie, gdy był świeżo wyprany i tak cudownie pachniał. 
Zrobiłam sobie herbaty. Tego dnia miałam zamiar poszukać jakiegoś baru, nie za daleko, z wyjątkową atmosferą, do którego mogłabym udać się nawet sama. 
– A co ty tak wcześnie?
Zaspana Anna pojawiła się nagle obok mnie, podniosła kubek z moją herbatą i upiła łyka. 
– Nie wiem, jak możesz pić taką lurę.
– I tak zawsze jej próbujesz, więc nie może być taka zła. A odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie - pochodzę sobie po okolicy. Jak się ogarniecie to po południu może wyskoczymy na pizzę czy coś. 
Dziewczyna jadła śniadanie, ja zawsze omijałam ten posiłek. Zazwyczaj ogarniałam się po prostu zbyt późno, by opłacało się go spożywać. Pograłyśmy chwilę na telefonach, wspólnie założyłyśmy ważnego teama w naszej grze online. Anna była mi najbliższa z dziewczyn, z którymi grałam w zespole. W sumie, w ogóle ze wszystkich dziewczyn. Zajmowała wszelkie rodzaje gitar, jakie były nam potrzebne i często dokładała drugi głos. Nawet jej jednak nie potrafiłam do końca zaufać, choć w wielu trudnych aspektach mojego życia okazywała się być dokładnie taka sama jak ja.
Miałyśmy dzień rozpakowywania się i zwiedzania okolicy. Wczoraj przyleciałyśmy do Nowego Jorku i na nic nie miałyśmy do tej pory czasu.
Sprzątałyśmy, dekorowałyśmy we dwie nasz pokój. Gdy pozostałe dwie dziewczyny - Wera i Iwanna wstały, zdecydowałyśmy wreszcie iść na pizzę. Wera była urodzoną flirciarką. Czasem podłapywałam u niej różne sztuczki, nie raz mi się przydały. Po miło spędzonym popołudniu, przez cały wieczór porządkowałyśmy mieszkanie.
W końcu wyszłam na zewnątrz. Pieniądze, jakie zarobiłyśmy w Rosji, i które dołożyli nam nasi rodzice (mimo naszych protestów - ceniłyśmy sobie pracę), wystarczyły na dostatecznie duże lokum dla nas wszystkich. Czasem lubiłam z niego jednak wypełznąć samotnie.
Kupiłam jedzonko Boo. Malutki gryzoń. Wyrzuty sumienia by mnie zeżarły, gdyby był żywy. W tamtej chwili było mi jednak "tylko" smutno. Usiadłam na murku pod drzewem i objęłam okolicę wzrokiem. Moją uwagę przykuła młoda, ciemnowłosa kobieta, ze dwa, trzy lata starsza ode mnie. Między palcami trzymała papierosa. Przyglądałam jej się chwilę, gdy zauważyłam, że chyba brakuje jej ognia. Nieznajoma spojrzała na mnie. Wstała z ławki i spokojnym krokiem podeszła. 
– Masz może zapalniczkę?
Przez króciutką chwilę przyglądałam się kobiecie. Nie wyglądała na pustą laskę, raczej na mądrą, silną kobietę. Momentalnie mnie przytłoczyła, ale nie dałam tego po sobie poznać. Wolałam takie niż wspomniane standardowe dziewczyny. Wyciągnęłam zapalniczkę z torebki i podałam brunetce. Ta przysiadła się na chwilę na murku, by podpalić papierosa. 
– Chcesz jednego?
– Dzięki, nie palę – pokręciłam głową.
– Po co ci w takim razie zapalniczka? – Wydawała się być nieco rozbawiona brakiem jasnej logiki w tym moim poczynaniu. 
– Nigdy nie wiadomo, kiedy może mi się przydać. Choćby do podpalenia karteczki z życzeniem na ognisku dla marzycieli. 
Dziewczyna zaciągnęła się i uśmiechnęła połowicznie. 

(Cassandra?)

Anastazja Irna Woronow

Imię i nazwisko: Anastazja Irna Woronow
Przezwiska: Nastka
Wiek: 19 lat, jeszcze nieskończone
Płeć: kobieta
Pochodzenie: Rosja
Praca: Dostała się na uniwersytet medyczny, dorabia sobie grając w czteroosobowym damskim zespole
Charakter: Z jednej strony artystka, dusza marzycielki. Sztuka zajmuje szczególne miejsce w jej życiu, nigdy nie brakuje na nią czasu. Interesuje się też jednak naukami ścisłymi, uwielbia biologię. Od zawsze chciała być naukowcem lub zajmować się medycyną kryminalną, ewentualnie weterynarią. Na którymś roku studiów planuje dołączyć akademię sztuk pięknych, dziewczyna lubi śpiewać i świetnie jej to idzie. Prócz tego maluje, gdy ma czas, choć łatwiej jej rysować na tablecie. 
Jest ambitna, jednak potrafi rozgraniczyć naukę i pracę z odpoczynkiem i życiem towarzyskim, mimo że to jest raczej niezbyt bogate. Anastazja jest typem intro- lub ambiwertyka. Cechuje ją szczerość, bystrość, gotowość do pomocy, znaczna inteligencja i pragnienie ciągłego rozwoju wewnętrznego. Jest raczej miła i ciężko wytrącić ją z równowagi. Nie lubi jednak nietolerancji, bezczelności i chamstwa. Ceni sobie szacunek do innych ludzi i przyrody, jest miłośniczką wszelkiego rodzaju zwierząt. Dziewczyna ma skrajną osobowość, jest pełna sprzeczności. Wypełniona jednocześnie specyficzną energią życiową i melancholiczną tęsknotą za śmiercią, co może być wynikiem jej długoletniego zmagania się z problemami emocjonalnymi i głęboką depresją. Często śmieje się z głupich rzeczy, tak prawdopodobnie odreagowuje częsty stres i poczucie emocjonalnego odosobnienia. Trudno jest jej zaufać innym, czasem ma z tym kłopot przy dawnych przyjaciołach, z którymi wyjechała do Nowego Jorku. Gdy kogoś dobrze pozna, staje się prawdziwą sobą i dobrą towarzyszką do jakiejkolwiek formy spędzania wolnego czasu. Co prawda woli domówki dla przyjaciół czy rodzinne imprezy niż kluby, ale ma zupełnie różne upodobania, zależne wyłącznie od jej nastroju i dnia. Niekiedy mogłaby nawet skoczyć ze spadochronu.
Wygląd: Ma równo 166 cm wzrostu i mniej więcej 50 kg wagi. Jest dosyć szczupła, ale nie ma ciała supermodelki. Ma zielone oczy. Lubi nosić kolczyki - srebrne kółka w różnych rozmiarach. Jej biżuteria ogranicza się do prostego srebra i bransoletek-rzemyków. Najchętniej ubiera się w stylu retro, czasem w kratę, paski. Dosyć elegancko, ale nie sztywno. Lubi też wzory bohema. Ma zamiar zrobić sobie kilka tatuaży. 
Zainteresowania/Hobby: Sztuka (malowanie, przeróżna muzyka, filmy, zarówno stare jak i nowe, literatura - sama również dużo pisze), nauka, zwierzęta, astronomia i astrologia. W wielu innych dziedzinach znajdzie jednak coś dla siebie. 
Rodzina
  • Matka: Helena Tatiana Woronow - malarka i projektantka mody. Z Anastazją są dosyć blisko. Nieformalnie głowa rodziny, dobrze urodzona. 
  • Ojciec: Ignacy Walentyn Woronow - założyciel i prezes firmy zajmującej się produkcją i sprzedażą broni, inwestor wielu naukowych badań. Córka jest jego oczkiem w głowie. 
  • Brat: Mikołaj Roman Woronow - zapalony gracz, rok młodszy od Anastazji. Uczy się na informatyka, ma talent i szansę znaleźć pracę w wielu dużych firmach i organizacjach w Rosji. Również duma rodziny, ma najczęstszy kontakt z siostrą. 
Partner: Ciężko byłoby jej uwierzyć, że ktoś może ją na tyle polubić.
Zakochany/a: Nigdy naprawdę nie była zakochana. 
Orientacja: Uważa, że płeć nie ma dla niej znaczenia. Ma nadzieję na głównie silny, emocjonalny związek, jeśli takowy miałby zaistnieć.
Inne:
- zawsze chciała przefarbować włosy na ciemny, wiśniowy kolor i ma zamiar zrobić to jeszcze przed rozpoczęciem szkoły
- skończyła dwa stopnie szkoły muzycznej, następnym krokiem byłaby akademia, ale chce jeszcze z tym poczekać
- gra na altówce, fortepianie i gitarze, wcześniej uczyła się na skrzypcach
- w zespole najczęściej śpiewa, ale z dziewczynami wymieniają się rolami; wyjechały do NYC w czwórkę
- czasem ma fazy bycia dużą, pogodną dziewczynką kochającą kakao, kapcie-króliczki i bajki
- prócz epizodów depresji i skrajności emocjonalnych jest na dobrej drodze do alkoholizmu, ale nigdy nie przeholowała z trunkami
- określa siebie jako "szaloną retro-dziewczynkę mającą ogromne serce dla świata"
- Jest czasem ironiczna i najbardziej lubi czarny humor. 
- potrafi ugotować tylko wodę na herbatę i nie jest zbyt wymagająca, jeśli chodzi o jedzenie - wyjątkiem jest wino, bo pije tylko wybrane marki
- Jest wielką fanką Paula Coelho, filozofii greckiej i Lany Del Rey
Historia: Dorastała i uczyła się w Rosji. Jej rodzina, nawet ta dalsza, zawsze była zgodna i wspierająca się. Nastolatka zawsze powtarzała, że nie zasługuje na wszystkie dobre rzeczy, które ją spotkały. Swoich przyjaciół poznała w średniej szkole, mawiali żartobliwie, że ją adoptowali. Do USA postanowiła wyjechać tylko z dziewczynami​, ale wciąż chce utrzymywać kontakt z pozostałą dwójką. 
Pojazd: Uwielbia jeździć pociągami i nie przeszkadza jej miejska komunikacja, jeszcze nie ma własnego pojazdu.
Pupil: Boo i Minerwa
Inne zdjęciaklik
Steruje: misia555w 
villemo.elistrand@gmail.com

Pupile


Imię: Minerwa
Wiek: 3 lata
Rasa: Kot syberyjski
Charakter: Na pozór dzika kotka, dla znajomych osób jest jednak miła i kochana. Jest nieco nieprzewidywalna, trochę jak jej właścicielka. Inteligentna manipulantka, królowa rodziny, czego jest doskonale świadoma. Raczej domatorka, choć w Rosji zdarzało jej się wychodzić i wracać po dwóch tygodniach, szczególnie w lato.
Ciekawostki: Nie lubi myszy, nie trawi ich. Rodzina często się zastanawiała, co w takim razie je na swoich "wakacjach". Jej ulubionym miejscem do spania jest futerał Anastazji, gdy ta pogrywa na altówce.



Imię: Boo
Wiek: Pół roku
Rasa: Wąż zbożowy
Charakter: Jest to spokojny i cierpliwy osobnik. Szybko przywiązał się do właścicielki i kota, z którym lubi się bawić. Dużo śpi, ale ma momenty nadpobudliwości. Rzadko jest w terrarium - z Minerwą są przykładem niecodziennej przyjaźni, a wąż jest raczej grzeczny i nie ucieka. Bardzo nieufny w stosunku do obcych.
Ciekawostki: Jest albinosem, co samo w sobie jest ciekawe. Jego poprzedni właściciel właściwie chciał się go pozbyć - chyba nie miał zbyt wiele pojęcia o rzadkich odmianach węży. Boo przepada za noszeniem go na barku i ramieniu.