- Wiesz co... - odezwał się po chwili Alex, co zmusiło mnie do
przeniesienia wzroku na niego. Pytająco uniosłem brew, czekając na to,
co miał do powiedzenia. - W sumie to ja już wracam do domu, więc mogę
cię podrzucić. Do domu, czy gdzie tam chcesz. - wzruszył ramionami,
jakby to nie było nic wielkiego dla niego, ale ja natychmiast poczułem
się zażenowany tym, że ktoś, kto nie ma takiego obowiązku względem mnie,
miałby zmieniać swoje postanowienia, aby coś dla mnie załatwić. Natury
nie zmienisz. Zanim zatem zdążyłem przemyśleć to, co chciałem
powiedzieć, już wypaliłem:
- Nieee... To znaczy... Nie chcę się
narzucać. Pewnie i tak masz jakieś swoje obowiązki, czy coś... -
ostatnie zdanie bardziej wymamrotałem, niż powiedziałem na głos, ale
byłem pewien, że i tak mnie usłyszał. Szczególnie że zaczął się ze mnie śmiać, co tylko jeszcze bardziej wybiło mnie z rytmu.
- Jak już mówiłem, wracam do domu, tak więc mogę cię podrzucić. Raczej nie sądzę, abyś chciał patrzeć na tutejsze dramy.
-
No dobrze, skoro proponujesz... - uśmiechnąłem się do niego blado,
wciąż nie do końca przekonany. Naturalnie, jak to ja, pomimo faktu, że
Alex sam zaproponował mi podwózkę i zapewnił, że nie jest to dla niego problemem — ja tak nie uważałem. Nie chciałem przeszkadzać. Zarówno samym "podważaniem"
mnie, jak i tym, że z chwilą, gdy tylko zdołałem się choć trochę
przekonać, że to nie jest nic wielkiego, przypomniał mi się
charakterystyczny ubiór chłopaka. Jakby czytając mi w myślach, Alex w
tym samym czasie powiedział:
- Tylko jeśli to nie problem, zawiózłbym cię motocyklem.
Gdybym miał czym, to bym się zakrztusił, ale nie miałem, więc tylko wybałuszyłem niegrzecznie oczy, zupełnie nie w moim stylu.
-
Słucham? To chyba nie najlepszy pomysł... - wymamrotałem, starając się
wziąć się w garść. Cudownie. Nie dość, że ogólnie nie lubiłem się nikomu
narzucać, ani w jakikolwiek inny sposób przeszkadzać swoją osobą, to
jeszcze przez kilkanaście minut będę musiał siedzieć niekomfortowo
blisko innej, w dodatku praktycznie kompletnie mi nieznanej, osoby.
Nienawidziłem, kiedy ktoś mnie dotykał. Wyjątkiem była Jeanette, która co jakiś czasu uwielbiała robić sobie sparringi z Jealem
i używała mnie wówczas podczas rozgrzewki jako worka treningowego. Poza
tym preferowałem, żeby nikt nie naruszał mojej przestrzeni osobistej —
no i ja nienawidziłem naruszać jej u innych.
Widząc moją minę, tak przerażoną, jakbym niechybnie szedł na ścięcie, Alex zachichotał, choć nie widziałem w tym nic śmiesznego.
- Spoko, nie ma o czym mówić. Mam drugi kask. Chodź.
Nie
czekając na moją odpowiedź — ani jakikolwiek ruch ze strony
spetryfikowanego strachem mnie — wstał z krzesła i natychmiast ruszył w
stronę wyjścia. Chcąc nie chcąc, wziąłem kilka głębszych oddechów,
samemu do końca nie wiedząc, dlaczego wiadomość o motocyklu tak mną
wstrząsnęła, po czym wstałem i chwiejnie ruszyłem za Alexem.
Nie bardzo mi się to uśmiechało. Myśląc intensywnie o całej sytuacji,
doszedłem do wniosku, że to głównie nieznajomość Alexa i jego stylu
jazdy jednośladem oraz moja wątpliwa chęć znajdowania się tak blisko
kogokolwiek spowodowała, że gdy tylko znalazłem się już na zewnątrz,
pośród wszechobecnej duchoty, po prostu stanąłem jak słup soli,
niezdolny do żadnego ruchu, a co dopiero do wejścia na maszynę Alexa.
Dlatego też nie zareagowałem, ani
gdy chłopak wcisnął mi zapasowy kask w dłonie, ani gdy mi go ponownie z
nich wyjął, zakładając mi go na głowę jak dziecku, gdy okazało się, że
dalej się nie ruszam, ani nie odzywam. Pewnie wyglądałem, jakbym miał
paść na zawał ze strachu. Otrząsnąłem się, zażenowany spuszczając wzrok
na chodnik, kiedy Alex znów zaczął się ze mnie śmiać, ale potwierdziłem,
że jestem gotowy i przez chwilę obserwowałem, jak chłopak wsiada na
motocykl, zanim nie dotarło do mnie, że akurat takim modelem nigdy nie
jeździłem nawet sam, a co dopiero z kimś. Budowa mojej Dyny wymagała,
aby pasażer trzymał się kierowcy, jednak nie byłem nawet w stanie
powiedzieć, jak nazywa się maszyna Alexa — nie mówiąc już o tym, jak mam
się na niej utrzymać tak, aby nie spaść.
- Wsiadasz czy jednak cię
strach obleciał? - odezwał się nieco zniecierpliwiony Alex, przez co
poczułem się jeszcze gorzej, jakbym zabierał mu czas. Nie namyślając się
więc dłużej, wdrapałem się jakoś na motocykl, przytrzymując się
ramienia chłopaka, po czym zawahałem się, nie wiedząc, czy Alex nie
rzuci mną o jezdnię, jeśli złapię się jego kurtki podczas jazdy. Na
wszelki wypadek wolałem jednak zapytać.
- Um...
Alex? Nie miałbyś nic przeciwko, gdybym... Nie wiem, przytrzymał się
ciebie? Mam kiepski zmysł równowagi, jeśli to nie ja kieruję, w dodatku
kręci mi się lekko w głowie...
Alex na szczęście nie miał nic
przeciwko, więc złapałem się jego kurtki, starając się nie spaść, gdy
chłopak ruszył sprzed szpitala.
Ostatecznie jazda nie była tak zła, jak myślałem, że będzie. Zanim wyjechaliśmy spod szpitala, podałem Alexowi
adres mojego apartamentu i wskazówki dotyczące miejsca, w którym mógłby
zaparkować. Jechaliśmy jakieś piętnaście minut, podczas których nie
mogłem się oczywiście czuć mniej komfortowo, nie tylko przez wzgląd na
to, że siedzenie tak blisko kogokolwiek, a co dopiero prawie obcej
osoby, było dla mnie wątpliwą przyjemnością, ale także i huk silnika
oraz gorąc dawały mi się we znaki. Coraz silniej kręciło mi się w
głowie, a gdy Alex zaparkował swoją maszynę pod apartamentami, dłuższą
chwilę zajęło mi zgramolenie się z motocykla tak, aby nie musieć potem
odklejać twarzy od asfaltu. Wystarczyło mi jednak zrobić dwa kroki przed
siebie, a już nagły zawrót głowy sprawił, że świat zatańczył mi przed
oczami i gdyby Alex mnie w porę nie złapał, jak nic przywitałbym się
pięknie z glebą.
- Co ci jest? Jesteś pewien, że rzeczywiście cię
wypisali, a nie się urwałeś na własne życzenie? - wydawał się lekko
zaniepokojony, ale zanim zdołałem mu odpowiedzieć, musiałem przeczekać
spazm ostrego bólu i falę gorąca, jaka przetoczyła się przez moje ciało, co z pewnością nie pomogło w przekonaniu go, że wszystko ze mną w porządku.
-
Po prostu jestem delikatnie odwodniony, to wszystko. No i powinienem
coś zjeść. Wiesz, jakie jest to szpitalne jedzenie... - machnąłem ręką
lekceważąco, ale Alex chyba mi nie uwierzył, więc ostatecznie zgodziłem
się, aby pomógł mi dojść do mojego mieszkania. Winda oczywiście nie
działała, więc wtarabaniłem się jakoś po schodach, starając się nie
nadużywać uprzejmości Alexa, który minę miał taką, jakby nie wiedział,
czy mnie łapać w razie, jakbym spadał ze schodów, czy też może raczej
wziąć mnie za kark jak szczeniaka i po prostu mnie na górę wciągnąć. W
moim apartamencie było już jednak chłodniej, więc westchnąłem z ulgą,
zapalając wszystkie światła i przez moment nie ruszałem się z
przedsionka, czekając, aż całe mieszkanie wypełni się białym światłem
żarówek.
- Bogato mieszkasz. - odezwał się Alex od progu, rozglądając
się po wielkim apartamencie. Zaprosiłem go do środka i natychmiast
zdjąłem marynarkę, bo czułem się, jakbym się rozpływał. Bawełniana
koszulka, którą dano mi w szpitalu, wisiała na mnie jak worek, przez co
sprawiałem wrażenie sieroty wojennej, ale stwierdziłem, że przecież nie
będę się teraz przebierał, więc tylko spojrzałem na Alexa, zamykając za
nim drzwi.
- Przyjaciel z pracy stwierdził, że w razie, gdybym
przyjmował jakiegoś klienta w domu, wstyd by było, gdybym jako
projektant mieszkał w byle czym. - rozejrzałem się po mieszkaniu. Było w
porządku, lubiłem je, ale jak dla mnie samego zdecydowanie było zbyt
przestronne. - Więc oto jest.
Alex pokiwał głową, przyjmując to do wiadomości.
- Projektant? - zagadał jeszcze.
- Ano. Być może słyszałeś o mojej firmie, Blowesome. - zerknąłem na niego, po czym dodałem szybko. - Jak nie słyszałeś, też jest w porządku. Ale
jakbyś znał, mógłbym ci dać rabat. - zażartowałem, ale zamiast się
zaśmiać, uśmiechnąłem się tylko blado, bo moją głowę przeszyła ostra
igła bólu. Zanim jednak Alex zdążył odpowiedzieć, ktoś zapukał do moich
drzwi. Nieco zdziwiony, poszedłem otworzyć, uprzednio przepraszając
Alexa, po czym z jeszcze większym zdziwieniem odsunąłem się na bok,
unikając staranowania przez wysoce czymś podekscytowanego Jeala, który okazał się osobą pukającą do moich drzwi.
- Hej, Jeal,
co ty tu robisz? Miałeś jakieś spotkanie, gdy dzwoniłem do ciebie, tak
jak zresztą kazałeś mi zrobić. - z lekkim niepokojem obserwowałem, jak
mój przyjaciel wchodzi do mojego mieszkania jak do siebie i natychmiast
usadawia się na stołku przy wyspie kuchennej. Jego wzrok padł na Alexa,
ale odezwał się do mnie:
- No, wyskoczyło mi jedno znienacka, ale
szybko się z tym uporałem. Wiedziałem, że cię tu zastanę, ale nie
wiedziałem, że z kimś. - nie odrywając wzroku od Alexa, wstał i podał mu
rękę. - Nazywam się Jeal Ferann, jakby coś.
-
Alex. - przywitał się chłopak. Ja cały czas tylko przeskakiwałem
wzrokiem od jednego gościa, do drugiego, nie będąc w stanie wymyślić, co
mógłbym w takiej sytuacji powiedzieć. Zwróciłem się zatem do Jeala.
-
To znowu ten twój radar? Najpierw dzwonisz sekundę po tym, jak mnie
wypisano, teraz pięć minut po tym, jak wszedłem do mieszkania. Słowo
daję, idź z tym gdzieś wyżej, zbiję na tobie fortunę, jako na
człowieku-radarze.
- Po pierwsze, matka Giny jest pielęgniarką w tym szpitalu i to ona nakablowała,
że cię wypuścili, a po drugie — Randall właśnie skończył naprawiać
nasze komputery i pięć minut po tym, jak odjechał, zadzwonił z wieścią,
że jesteś cały i zdrowy pod swoim apartamentem, tyle że najwyraźniej
ukradłeś komuś motor albo przehandlowałeś Dynę. No więc jestem. Kogo
zatłuc? - rzucił mi krzywy uśmieszek, po czym spojrzał na Alexa, nie
dając mi dojść do słowa. - Jakiś szpitalny znajomy?
Alex wzruszył ramionami.
- Podwiozłem go, ale nie był w stanie wejść po schodach.
- Kapuś... - syknąłem do chłopaka, ale — tak jak myślałem — Jeal już się zdążył zaniepokoić tymi słowami.
-
W takim razie muszę ci podziękować, że udało ci się go tu jakoś
odeskortować, bo przypuszczam, że on tego nie zrobił. - spojrzał na mnie
wymownie. Nie patrząc na niego — ani na Alexa w sumie też nie —
syknąłem:
- Dzięki...
- Wpadnę do ciebie wieczorem. I nie ma
wymigiwania się. Mam nadzieję, że nie padniesz przez te kilka godzin,
kiedy nikogo z tobą nie będzie. - posłał mi znaczące spojrzenie, które
mnie jednak nic nie mówiło, po czym wyszedł, na odchodne rzucając
jeszcze do Alexa: - Miło poznać. No i fajną masz maszynę. Lepszą niż Jodi. - po czym wyszedł, nie fatygując się nawet, żeby zamknąć za sobą drzwi. Wzdychając, spojrzałem na Alexa, milcząc przez chwilę.
- Naprawdę dziękuję za podrzucenie mnie. Mam nadzieję, że nie zabrałem ci zbyt dużo czasu. I przepraszam za niego.
<Alex?>